5 aleja, 5 rano – czyli śniadanie z Audrey

Niedawno wspominałam, że wakacje to taka część roku, kiedy staram się nadrobić wszystkie zaległości w lekturze. Z reguły wybieram książki „sprawdzone”, czyli polecone przez znajomych lub przyjaciół (tak było w przypadku książek Zafona). Tym razem, całkiem nieumyślnie, sięgnęłam po książkę Sama Wassona „Piąta aleja, piąta rano”. Przyciągnęła mnie okładka. Niby nic w niej nadzwyczajnego, ale uwielbiam ten kadr z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” i z radością zabrałam tę niewielką książkę do siebie do domu (chociaż najpierw za nią zapłaciłam ;D). I nie żałowałam –  książka jest ciekawie napisaną opowieścią o długiej drodze, jaką przeszła książka Trumana Capote’a zanim została zekranizowana i stała się klasyką kina.

Mnie szczególnie urzekły obszerne fragmenty książki opowiadające o odtwórczyni głównej roli Holly Golightly, czyli Audrey Hepburn. Wiele z nich dotyczy jej prywatnego życia oraz filmów, w których zagrała jeszcze przed „Śniadaniem…”. Możemy też dowiedzieć się, jak Hepburn stała się ikoną stylu i kto projektował jej słynne filmowe sukienki.

Chyba wszyscy znają pierwszą scenę z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”. Holly podjeżdża taksówką pod sklep, staje przed witryną najsłynniejszego wtedy sklepu jubilerskiego, pije kawę w papierowym kubku i je drożdżówkę. Wiecie, że Audrey długo musiała zmuszać się do zjedzenia tej drożdżówki? Uważała, że to istne ohydztwo i zaproponowała zmianę drożdżówki na loda. Reżyser oczywiście się nie zgodził. A jak Audrey wyszło jedzenie drożdżówki? Wszyscy wiemy ;)

No i oczywiście ta słynna piosenka… „Moon River”. W pierwotnej wersji jej tytuł brzmiał „Blue River”, ale twórcy uznali, że istnieje już zbyt wiele piosenek o tym tytule i zamienili słowo blue na moon. W latach 60. ten utwór był prawdziwym hitem. Nic dziwnego, bo jest naprawdę piękny i idealnie wpasowuje się w klimat filmu.

Książka jest pełna takich małych ciekawostek. Począwszy od życia autora książki Trumana Capote’a, a kończywszy na anegdotach dotyczących statystów. Wszystko układa się jednak w ciekawą historię, którą z przyjemnością się czyta. Oczywiście nie jest to książka dla fanów mocnych wrażeń, zawiłych historii, czy tragicznych romansów. Z pewnością spodoba się jednak  fanom kina, a przede wszystkim fanom „Śniadania u Tiffany’ego” i Audrey Hepburn.

 

Mili

Print Friendly

4 myśli nt. „5 aleja, 5 rano – czyli śniadanie z Audrey

  1. już od jakiegoś czasu chciałam przeczytać tę książkę ze względu na to, że uwielbiam film ‚Śniadanie u Tiffany’ego’, a po przeczytaniu notki, utwierdziłam się w przekonaniu, że warto w nią zainwestować :)

  2. Na terenach Hiszpanii jest to domowy pieszczoch i wytrwały pasterz, poza granicami kraju właściwie nie istnieje. O kim mowa? O uroczym owczarku możesz przeczytać w najnowszej notce na CHARTYKAS :)

    Do tego: Notatka na marginesie, znajdująca się na samej górze. Aby przejść do notki, musisz zjechać odrobinę niżej. Notatkę także polecam przeczytać, może właśnie Ty uznasz, że jest to ciekawa propozycja?

    Zapraszam serdecznie, życzę miłej lektury i słodkich snów =*

  3. Nie wiem jak to robicie, ale czytacie to na co mam wielką ochotę jeszcze przed wejściem na Wasz blog! ;-) Jesteśmy podobne :D Wspaniały blog. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>