The Immigrant – czy warto zobaczyć??

Na zakończenie weekendu majowego postanowiłam wybrać się do kina. Mój wybór padł na grany od niedawna film Imigrantka Jamesa Graya. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że w roli głównej obsadzono uwielbianą przeze mnie Marion Cotillar, francuską aktorkę znaną między innymi z roli Edith Piaf. Moją uwagą przyciągnęło też tło filmowej historii, czyli Nowy Jork w latach 20. Muszę też przyznać, że spotkałam się z wieloma bardzo skrajnymi opiniami na temat tego filmu, więc postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, o co w tym wszystkim chodzi.

Cała historia rozgrywa się w 1921. Do Nowego Jorku, miasta wielkich nadziei, przybywają tłumy ludzi z całego świata. Wśród nich są siostry polskiego pochodzenia, Ewa i Magda. Mają nadzieję na lepsze życie u boku wujostwa, które ma się nimi zająć w obcym kraju. Najpierw muszą jednak przejść selekcję na Wyspie Ellis, gdzie „wyłapywani” się wszyscy „niepełnowartościowi” imigranci. Okazuje się, że Magda jest chora na gruźlicę i zostaje poddana kwarantannie w pobliskim szpitalu. Do tego Ewa otrzymuje informację, że adres pod którym mieli mieszkać ciotka i wuj, nie istnieje. Dziewczyna jest zdezorientowana, bezbronna i bez żadnych pieniędzy. Nagle u jej boku pojawia się tajemniczy Bruno, który zabiera ją do domu, oferuje mieszkanie i pomóc. Mężczyzna, w zamian za obietnicę wyciągnięcia siostry ze szpitala na wyspie, wciąga Ewę w nowojorski półświatek brudnych interesów i prostytucji. Dziewczyna poznaje również kuzyna Bruna, Orlando, który zakochuje się w niej i próbuje wyciągnąć z tego środowiska. Losy tej trójki będą się jednak bardzo komplikować.

No i chyba już wiem, skąd te kontrowersje wokół filmu. Przedstawiono  w nim przecież historię Polki – kobietę lekkich obyczajów, biedną, bezbronną i do tego bardzo religijną. Już słyszę te okrzyki: same stereotypy! Szkoda, że ciągle mamy do siebie tak mało dystansu i nie potrafimy pogodzić się z naszą historią. W tamtych czasach prawdopodobnie bardzo wiele kobiet, Polek i nie tylko, bez grosza przy duszy wyemigrowało do Ameryki w poszukiwaniu szczęścia. Film więc w żaden sposób nie napiętnuje, ani nie stereotypizuje naszego narodu. Tyle w tym temacie.

Co do samego filmu, historia bardzo mi się podobała. Była ciekawie skonstruowana, przejmująca (niektórzy mówią, że „ckliwa”) i momentami trzymała w napięciu. Muszę jednak przyznać, że niektóre sceny bardzo mi się dłużyły, a cały film mógłby być krótszy przynajmniej o 20 min.

Marion Cotillard jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Należą się jej wielkie brawa za naukę i odegranie tak wielu kwestii w języku polskim. I choć my, Polacy, od razu słyszymy obcy akcent w głosie Ewy, to myślę że dla obcokrajowców będzie on bardzo realistyczny. Świetnie spisali się też pozostali aktorzy, a szczególnie Joaquin Phoenix, odtwórca roli Bruna.

W każdym filmie historycznym zwracam uwagę na kostiumy. Tutaj również bardzo mi się podobały. I chociaż nie jestem znawcą w tej dziedzinie, to wydaje mi się, że dość wiernie odzwierciedlały ubiór Nowojorczyków w tamtych czasach i dobrze oddawały klimat panujący na tamtejszych ulicach.

Czy polecam Wam ten film? Tak, jeżeli jesteście fanami Marion Cotillard. Tak, jeżeli kochacie Nowy Jork. Tak, jeżeli interesują Was przejmujące życiowe historie. Nie, jeżeli szukacie kina mocnych wrażeń, ciągłych zmian akcji i wartkich dialogów. Nie, jeżeli brak Wam dystansu do naszego narodu i historii.

 

♥  Mili

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>