Last Coffee Month

I znowu nieco spóźniony wpis z cyklu Last Coffee Month. Rozpoczynam go przypomnieniem o pięknej wystawie zdjęć „Women in Chanel”, którą miałam okazję odwiedzić w warszawskiej Królikarni. Najważniejszym wydarzeniem miesiąca okazała się jednak wizyta w studiu tatuażu i sprawienie sobie prezentu na 25 urodziny. Napis na obojczyku marzył mi się już od dawna, a osiągnięcie „ćwierćwiecza” przypieczętowało decyzję. Zdjęcie zostało zrobione pierwszego dnia, więc widać jeszcze lekko rozmazany tusz, ale teraz efekt jest genialny. Nie żałuję i chcę więcej!

Dzięki mobilnej aplikacji KofiUP, o której pisałam TUTAJ, odwiedziłam w kwietniu bardzo dużo nowych warszawskich kawiarni, które z chęcią Wam polecę. Wypiłam pyszne flat white w Bułkę Przez Bibułkę, które zachwyciło mnie klimatycznym wnętrzem. Odwiedziłam niepozornego, ale ciekawego Lenivca i cieszyłam się pysznym latte, otoczona książkami we Wrzenie Świata. Przy okazji Kawa Festival Warszawa 2016 odwiedziłam również Labour Cafe Deli & Co-working, gdzie zjadłam pysznego ptysia popijając go orzeźwiającym dripem z limonką i colą. Żyć nie umierać!

Na koniec miesiąca udało mi się również zahaczyć o Lublin. Pogoda całkowicie zawiodła, ale nie zabrakło przynajmniej dobrego jedzenia. Zdecydowanie polecam Wam lokal Caffe Trybunalska. Serwują tam pyszne śniadania, kawę i ciasta, którym nie można się oprzeć. Dla mnie to obowiązkowy punkt na kulinarnej mapie centrum Lublina!

♥ Mili

Last Coffee Month

Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisie, jestem Wam winna kilka wyjaśnień. Przerwa w blogowaniu miała bowiem kilka całkiem poważnych przyczyn, które skutecznie odciągnęły mnie od tutejszych obowiązków. Co najważniejsze, mam za sobą zmianę pracy, a konkretniej stanowiska. Od początku kwietnia moją głowę zaprzątają nowe obowiązki i wyzwania z nimi związane. Przede mną natomiast wizja obrony pracy magisterskiej, którą w końcu udało mi się skończyć :) Mam więc nadzieję, że pod koniec kwietnia wyjdę już na „prostą” i nie będę Was więcej zaniedbywać. Póki co proszę Was o wyrozumiałość :)

No dobrze, ale przejdźmy do konkretów. W lutym i marcu nie omijałam pysznych kawowych miejsc, dzięki czemu z czystym sercem mogę polecić Wam dwa nowe odkrycia. Pierwszym jest Na Wspólnej Coffee&Bistro, znajdujące się przy ul. Wspólnej 37/39 w Warszawie. Wystrój i atmosfera panująca w tym niewielkim lokalu są cudowne. Do tego możemy tam zjeść pyszne ciasta i napić się dobrej kawy w całkiem przyzwoitych cenach. Jeżeli natomiast będziecie mieć ochotę na coś wyjątkowo słodkiego, to zapraszam Was do lokalu Kręcimy Lody Bracia Gessler przy ul. Kruczej 20, również w Warszawie. Bezy serwowane w tym niepozornym miejscu są warte grzechu :)

Końcówka marca to oczywiście Święta Wielkanocne. Tym razem pokusiłam się o zrobienie wegańskich mazurków z przepisu Jadłonomii. Były tak pyszne, że chyba nie wytrzymam do kolejnych świąt i przygotuję je jeszcze nie raz. Pewnie zastanawia Was to dziwaczne zdjęcie tyłu mojej głowy… :)  Po świątecznej wizycie u rodziny zostałam zarażona youtubowym szaleństwem i z zaangażowaniem poszukuję i wypróbowuję na swojej głowie coraz to nowe fryzury. Spodziewajcie się więc kontynuacji… :)

Na koniec wspomnę jeszcze o wystawie, którą udało mi się ostatnio odwiedzić. Chociaż to już kwietniowe wydarzenie to piszę Wam o tym teraz na wypadek, gdybyście chcieli się na nie wybrać. Do 20 kwietnia w Muzeum Sztuki Królikarnia w Warszawie możecie zobaczyć przepiękne fotografie Petera i Ingeli Fagaro. Wystawa nosi tytuł „Women in Chanel” i jest warta zobaczenia.

♥ Mili

Last Coffee Month

Na pewno zauważyliście zmianę mojego zdjęcia w bocznym panelu. Jakieś 3 miesiące temu ścięłam swoje długie włosy, ale od tamtej pory nie udało mi się zaktualizować swojego zdjęcia w profilach społecznościowych i tutaj. Po wielu kombinacjach stanęło na fotce z kawą, bo przecież to ona idealnie oddaje mój charakter :) Zamieszczony powyżej kolaż idealnie natomiast oddaje moją obecną słabość do minimalistycznej biżuterii… Nawet nie wiecie, jaką radość sprawił mi naszyjnik z literką mojego imienia, znaleziony wśród wyprzedażowych trupów (czasami jednak dobrze posiadać mniej popularne imię;).

W styczniu wielką radość sprawił mi również onet.pl, który umieścił przepis na moje muffiny z kruszonką na stronie głównej w zakładce Styl Życia. Uwielbiam te momenty, kiedy orientuję się, że blog ma bardzo dużo odwiedzin i że jest promowany na tak popularnym portalu! Przekleństwem natomiast stało się dla mnie otwarcie McDonalds w nowej hali Dworca Zachodniego w Warszawie. Ponieważ co rano wysiadam na tej stacji w drodze do pracy, trudno mi oprzeć się chociaż małemu kubeczkowi latte lub flat white,  które o tak nieludzkiej godzinie smakują najlepiej. Niestety ten poranny rytuał to przekleństwo dla mojego portfela…

Hitem miesiąca była wyprawa do Teatru Roma na musical Mamma Mia. Polecam wszystkim, chociaż bilety są bardzo trudne do zdobycia i dość drogie. Fantastyczne piosenki, piękna scenografia i cudowni aktorzy – spektakl marzenie! Wielbicielom słodkości na pewno nie umknął natomiast uwadze fakt, że do Polski po długiej przerwie powróciły słynne Dunkin Donuts. Pierwszy lokal otwarto w Wilanowie, a drugi na ul. Świętokrzyskiej, czyli w samym centrum miasta. Przed tłustym czwartkiem obiecałam sobie spróbować tych osławionych pączków. Wyglądają fantastycznie i występują w tak wielu smakach, że stojąc przy ladzie naprawdę trudno podjąć decyzję, które wybrać. Smakują natomiast jak typowe amerykańskie dość sztuczne donuty. Na pewno nie brakuje w nich chemii, więc przyjemność jest wątpliwa. Za 4,90zł na 100% znalazłabym w Warszawie dużo lepsze oponki ;)

♥ Mili

Last Coffee Month

Nadszedł czas na ostatni już wpis Last Coffee Month 2015. Grudzień zawsze mija mi pod znakiem Świąt Bożego Narodzenia. Wypełniony jest intensywnym poszukiwaniem prezentów dla bliskich (a przy okazji dla siebie… ;), pakowaniem tychże prezentów, wymyślaniem świątecznego menu i ciągłym nuceniem pod nosem świątecznych przebojów. Właściwie można pomyśleć, że nie ma już czasu na nic innego… ;)

Zawsze jednak udaje mi się znaleźć czas na wypicie ukochanej kawy, czy to w domowym zaciszu, czy w przytulnej kawiarence w centrum miasta. W grudniu udało mi się odwiedzić kawiarnię-cukiernię Lukullus, która zachwyciła pyszną kawą i obłędnymi słodkościami. Byłam też częstym gościem w Pijalni Czekolady Mount Blanc, gdzie w nieprzyzwoitych ilościach pochłaniałam małe marshmallows zatopione w gorącej czekoladzie.

Niestety, grudzień nie skończył się dla mnie najlepiej. Już w Święta złapałam paskudne przeziębienie, które skutecznie uziemiło mnie w domu na prawie dwa tygodnie. O Sylwestrowych zabawach nie było więc mowy :( Mam jednak nadzieję, że za rok nadrobię te zaległości! Nie popełnijcie mojego błędu i ubierajcie się ciepło w te mroźne dni!

♥ Mili

Last Coffee Month

Znowu z poślizgiem, ale jest: Last Coffee Month zawitał na bloga! Hitem listopada tym razem okazała się… herbata!! Całkiem przypadkiem zamówiona w restauracji  w rodzinnym mieście zawładnęła moim sercem. Wypełniona plastrami pomarańczy i malinami, którym nie można się oprzeć. Jeżeli mieszkacie niedaleko Warszawy lub będziecie przejazdem zachęcam do odwiedzenia restauracji PIKNIK i spróbowania tego cuda. Obiecuję, że się nie zawiedziecie :)

Jeden z listopadowych weekendów po raz kolejny spędziłam w Poznaniu. Tym razem nie mogłam sobie odmówić i nie odwiedzić popularnej restauracji Weranda. Zawitałam do jednego z trzech lokali mieszczącego się w Starym Browarze (którym ciągle się zachwycam). Właściwie szłam tam z zamiarem zobaczenia słynnego sufitu tonącego w girlandach i kwiatach, ale byłam też ciekawa smaków, które proponują. Skusiłam się oczywiście na kawę i ciacho (marchewkowe). Zestaw okazał się wart swojej ceny w 100%. Kawa była oczywiście bardzo dobra, ale to ciasta grały główne role. Pięknie podane i przesmaczne!

Listopad to również początek świątecznej marketingowej gorączki. Większość kawiarni zmieniło już swoje kawowe menu, na takie pachnące cynamonem i pierniczkami. W tym roku zauważyłam również, że wiele kawiarni wprowadziło na czas świąt nowe, świąteczne kubki. Do tej pory można było je spotkać jedynie w Starbucks (ten w tym roku postawił na minimalistyczną czerwień, która nie przypadła do gustu Amerykanom) oraz Costa Coffee. W tym roku świąteczne kubki wprowadził również McCafe oraz Coffee Columbus. Wygląda na to, że świąteczny marketing popłaca :)

♥ Mili

Last Coffee Month

Październik rozpoczął się z dużym przytupem! Pierwszy od baaaaardzo dawna ślub w rodzinie… Przygotowania trwały długo i intensywnie, ale było warto! Chociaż nie jestem fanką tego typu imprez, to bawiłam się świetnie i pewnie długo jeszcze będę wspominać ten ślub.

Drugim ważnym elementem października była wyprawa do Wrocławia. Odwiedzając przyjaciółkę zawsze odkrywam w tym mieście coś nowego. Tym razem spotkałam całą orkiestrę uroczych wrocławskich krasnali i wypiłam pyszny grzany cydr w kawiarence na dachu Muzeum Współczesnego.

Jak na Muzeum Współczesne przystało, zorganizowane tam wystawy zadziwiały swoją oryginalnością. Dziwaczne, geometryczne rysunki niekoniecznie cieszyły się moim zainteresowaniem, ale już wystawa opowiadająca historię Punków w Meksyku zasługiwała na uwagę. Na sam koniec trzeba było jeszcze napić się dobrej kawy. Trafiłyśmy więc do klimatycznej kawiarni Giselle, gdzie zasłodziłyśmy się pysznym ciastem i popiłyśmy je jeszcze lepszą kawą.

Hitem miesiąca okazały się kawy otrzymane od Cafe Barrios. Są przepyszne i naprawdę zasługują na to, żeby ich spróbować. Bardzo polubiłam się również z klonowym cappucino, czyli jesienną propozycją od Green Cafe Nero. Z Wrocławia przywiozłam również kilka paczek kawy Starbucks Reserve. Tylko kiedy ja to wszystko wypiję?! ;)

♥ Mili

Last Coffee Month

Z lekkim poślizgiem, ale w końcu jest! Last Coffee Month edycja wrześniowa! ;) W tym miesiącu zrobiłam wyjątkowo mało zdjęć (taaaaak, kolejna rzecz do poprawy), ale podzielę się z Wami przynajmniej tymi kilkoma obrazkami. Wrzesień to przede wszystkim wyczekiwany powrót Pumpkin Spice Latte, która w tym sezonie jest wyjątkowo słodka. Fanom słodkości na pewno przypadnie do gustu, innym radzę prosić o połowę porcji syropu dyniowego, bo wypicie może grozić chwilową cukrzycą… ;D Tak, czy inaczej nie wyobrażam sobie już jesieni bez PSL, która potrafi umilić te coraz chłodniejsze i szare dni.

We wrześniu najczęściej odwiedzałam kawiarnię Coffee Columbus. Wiem, wiem… To już nudne, ale ja naprawdę bardzo lubię tam zaglądać (a bliskość miejsca pracy nie ma tu nic do rzeczy…;). Jak zwykle byłam też częstym gościem w Green Cafe Nero, a nawet „zaliczyłam” pyszną kawę i cupcake’a w Cupcake Corner Bakery przy Placu Konstytucji w Warszawie. CCB otworzyło również drugi lokal w stolicy (przy Chmielnej) z czego jestem baaaardzo zadowolona i mam nadzieję, że odniosą tu sukces. Właściwie nie muszę się o to wcale martwić… ;)

Ciekawym doświadczeniem była wizyta w wegańskiej restauracji VegeMiasto. Zawsze podziwiałam sposób, w jaki ludzie tworzą zdrowe wersje popularnych ciast. Postanowiłam więc w końcu spróbować, czy rzeczywiście smakują tak dobrze, jak ich niezdrowe odpowiedniki. Wraz z koleżanką zamówiłyśmy wegański, bezglutenowy i becukrowy sernik z orzechów nerkowca oraz popularną W-Z – tkę zrobioną z kaszy gryczanej i śmietanki kokosowej. Pierwsze wrażenie? NIGDY WIĘCEJ! Ale każdy kolejny gryz okazywał się coraz smaczniejszy. Na pewno nie zostanę jednak fanką tego rodzaju słodkości… Wybaczcie, dalej będę Was katować kalorycznymi przepisami z cukrem, jajkami i prawdziwą śmietaną :D

♥ Mili

Last Coffee Month

Tak jak obiecałam, wracam z kolejnym postem z cyklu Last Coffee Month. Sierpień minął mi tak szybko, że ani się obejrzałam, a na blogu od połowy miesiąca nie pojawił się nowy wpis. Strasznie mi z tego powodu było wstyd i postanowiłam sobie, że na więcej tego typu przerw sobie nie pozwolę. Na usprawiedliwienie mam jednak sierpniową pogodę, która wybitnie nie sprzyjała pracy przy komputerze. Upały tak mocno dawały się we znaki, że całkowicie poddałam się błogiemu lenistwu i cały wolny czas spędzałam albo w mocno klimatyzowanych miejscach albo nad wodą.

Do hitów miesiąca zaliczyć mogę kilka bardzo udanych plenerowych imprez nad Wisłą. Ciepłe noce sprzyjały zabawie do rana i doskonałym humorom (może to nie tylko zasługa pogody…;). Po takich nocach najchętniej zaszywałam się w ulubionych kawiarniach i próbowałam wrócić do rzeczywistości.
Pomimo upałów, kawy w moim życiu nie brakowało. Czasami wręcz miała wrażenie, że potrzebuję podwójnej dawki kofeiny, żeby w ogóle zwlec się z łóżka. Często wpadałam więc do Tchibo, gdzie zapach świeżo palonych ziaren skutecznie przywracał mnie do życia. Ulubionym miejscem stała się też znowu kawiarnia Coffee Columbus, która ponownie otworzyła się w Warszawie (ul. Karolkowa) i to tuz przy miejscu mojej pracy. Miałam więc dużo okazji, żeby znowu popijać pyszne mrożono latte z malinami, czy kawę z piankami marshmallows. Tęskniłam!

♥ Mili

Last Coffee Month

Lipiec upłynął mi pod znakiem dwóch wyjazdów. Pierwszym z nich były krótkie wakacje nad naszym morzem, a dokładniej w Trójmieście. Na samym początku lipca pogoda dopisywała aż zanadto, więc mogłam poczuć się prawie, jak na urlopie w tropikach.. (chociaż jak wszyscy wiemy – prawie robi wielką różnicę;). Udało mi się nawet odrobinę opalić (sukces!), a nawet podziwiać piękną panoramę miasta ze słynnego już chyba diabelskiego młynu, czyli Gdańsk Eye. Co prawda w czasie całego wypadu wypiłam naprawdę niewielkie (jak na mnie;) ilości kawy, ale upalna pogoda sprawiła, że poza poranną dawką kofeiny właściwie nie miałam ochoty na więcej. Polecam Wam też mieszkania do wynajęcia nad morzem, bo to zdecydowanie wygodniejsza opcja, niż jakikolwiek hostel, a ceny są porównywalne, a czasami nawet przystępniejsze.

Kolejnym udanym wypadem był wyjazd na koncert Męskiego Grania w Chorzowie. Co prawda samo miasto wywarło na mnie wrażenie smutnego i opuszczonego, ale już koncerty całkowicie nie zawiodły. Hey, Rojek, Natalia Przybysz i oczywiście Orkiestra Męskiego Grania (Organek ♥) stanęli na wysokości zadania i nawet ulewny deszcz pod sam koniec imprezy nie popsuł nikomu nastroju i wszyscy opuszczali Park Śląski z wielkimi uśmiechami na twarzach.

Lipiec to też kilka bardzo udanych imprez w klubach. Zakochałam się wręcz w chłopakach z Exboyfriends i ich muzyce, dzięki której w minionym miesiącu przetańczyłam chyba więcej godzin, niż przez cały poprzedni rok. Co tam obolałe nogi, wielki kac i spuchnięte oczy… Takie noce warte są wszystkich ciężkich powrotów do domu (oczywiście z kawą w ręku!).

W tym miesiącu zdecydowanie rzadziej odwiedzałam jakiekolwiek kawiarnie. Może to upalna pogoda, może brak czasu, ale dużo częściej zabierałam ze sobą domową kawę w plener albo uskuteczniałam relaks w przydomowym ogródku. Mam jednak ochotę spróbować kilku letnich nowości w znanych sieciówkach… Może możecie mi już coś polecić? (kusi mnie Karmel Bananza w Costa Coffee)

Ściskam Was serdecznie!

♥ Mili

Last Coffee Month

Czerwiec minął mi pod znakiem zimnych kaw, lodów, mrożonych jogurtów i generalnie wszystkiego, co mogło w jakikolwiek sposób obniżyć temperaturę ciała o chociaż jeden stopień. Nie, nie, nie! Ja nie narzekam! Nigdy w życiu! Wielbię upały ponad wszystko i jestem w stanie wybaczyć im nawet to, że potrafią człowieka wykończyć. Ale to przecież słodkie tortury, za którymi będziemy tęsknić przez większość miesięcy w roku. Na ochłodę polecam Wam mrożoną kawę z syropem ogórkowo-miętowym, która podbiła moje serce właśnie w czerwcu i okazała się strzałem w dziesiątkę – przepis znajdziecie TUTAJ.

Biorąc pod uwagę piękną pogodę, większość miesiąca upłynęło mi pod znakiem spacerów z przerwami na kawę i (na moje nieszczęście) pyszne ciacha. Cóż ja poradzę, jestem strasznym łakomczuchem i po prostu nie mogę się oprzeć takiej cudnej babeczce z malinowym nadzieniem, która zdaje się wołać „ZJEDZ MNIE” xD… Dzień jak co dzień, a dieta od jutra ;)

Udało mi się też uskutecznić krótki wyjazd do Poznania. Jakoś tak mam ostatnio szczęście to weekendowych podróży i zawsze udaje mi się zahaczyć któreś z większych polskich miast. Będąc w Poznaniu nie mogłam odmówić sobie wizyty w ulubionej kawiarni Petit Paris (więcej o miejscu możecie przeczytać TUTAJ). Jak zwykle zamówiłam kawę i koszyk pysznego pieczywa z zestawem domowych konfitur. – mała rzecz, a sprawia tyle radości ;)

Zakupem miesiąca okazał się cudny kubek wykonany przez My Mug Company. Długo nie mogłam zdecydować się na odpowiedni napis, ale w końcu w moje ręce trafił powyższy model, który w 100% oddaje moje małe miłości (oprócz kawy, ale to byłoby zbyt oczywiste;). Polecam Wam zakupy w My Mug Company, bo kubeczki są naprawdę cudne i bardzo starannie wykonane. Picie z nich kawy to sama przyjemność, a rano wywołają uśmiech nawet na najbardziej zaspanej facjacie ;)

Przesyłam Wam bardzo „chłodne” pozdrowienia! :)

♥ Mili