Last Coffee Month

Czas płynie zdecydowanie zbyt szybko! Dopiero co snułam plany na długi majowy weekend, a tu już przed nami kolejne wolne dni, tylko czerwcowe… Ale wróćmy do maja. Rozpoczęłam go krótkim wypadem do pięknego Wrocławia. To kolejne miasto, które bardzo lubię i do którego mam spory sentyment. W ogóle muszę przyznać, że mam słabość do większych miast i moje podróżnicze kroki zazwyczaj zmierzają właśnie w ich kierunku. Do Wrocławia zawędrowałam skuszona plenerowymi koncertami, dzięki którym przez chwilę poczułam się młodsza o kilka lat… ;)

Cały miesiąc (tak jak poprzedni i poprzedni i jeszcze poprzedni xD) delektowałam się pyszną kawą w każdym możliwym miejscu i czasie. Szczególnie upodobałam sobie kawę z Cupcake Corner Bakery & Cafe. Kiedyś już polecałam Wam to miejsce, ale do tej pory można było odwiedzić ich jedynie w Krakowie. Teraz jeden z lokali znajduje się przy placu Konstytucji w Warszawie i jest jednym z moich ulubionych. Cupcake Corner nie zawiedli również na Dzień Matki. Udało mi się upolować jeden z zestawów czterech cupcaków przygotowanych z myślą o mamach. Wyglądały i smakowały tak bosko, że nie zdążyłam nawet uwiecznić ich na zdjęciu, więc musicie uwierzyć mi na słowo ;)

Pewnie zauważyliście też zmianę mojego zdjęcia profilowego. Nosiłam się z tym zamiarem już długi, długi czas i w końcu się udało. Taka „kosmetyczna” zmiana, a cieszy;) Foto trochę mniej profesjonalne, za to bardziej oddające charakter bloga. Mam nadzieję, że macie podobne zdanie… ;) Niewielkie wiosenne zmiany wprowadziłam też w swoim pokoju. Kilka nowych elementów (m.in. poszewki i zasłony) sprawiło, że wnętrze nabrało świeżości. Poza tym zabawa w urządzanie wnętrz zawsze należała do moich ulubionych, więc wyobraźcie sobie szczęście malujące się na mojej twarzy podczas buszowania między półkami H&M Home… ;)

Pod sam koniec maja w końcu pogoda „zaskoczyła” i wkroczyła na dobre tory (czyt. upał, gorąc, słońce). Jestem osobą zdecydowanie ciepłolubną, więc żaden żar lejący się z nieba nie jest mi straszny, tym bardziej, że tak długo trzeba było na niego czekać. Najwięcej wolnego czasu spędzam więc w ogrodzie, zajadając truskawki i starają się choć odrobinę opalić. Niech słońce będzie z Wami! ;)

♥ Mili

Last Coffee Month

Kwiecień to dla mnie zawsze jeden z ciekawszych miesięcy. Przede wszystkim jest zapowiedzią lepszych, cieplejszych dni i przedsmakiem wakacji. Tegoroczny kwiecień rozpoczął się pod znakiem Wielkanocy, ale mnie jakoś ominęło tradycyjne świąteczne szaleństwo. Lany Poniedziałek spędziłam w kinie z ukochaną siostrzyczą, śmiejąc się do łez na filmie animowanym „Dom” i pochłaniając tony popcornu (kto by pomyślał, że zestaw MEGA jest naprawdę MEGA duży;). Utwierdziłam się też w przekonaniu, że robienie głupich min na zdjęciach (i nie tylko) wychodzi mi najlepiej i spędziłam kilkadziesiąt minut w maszynie do zdjęć, starając się z całych sił wyglądać jak najmniej mądrze (to nie było trudne :D).

Mimo, że poprzedni akapit zupełnie o tym nie świadczy, w kwietniu udało mi się też świętować 24 urodziny… Był najpyszniejszy na świecie tort, cudne prezenty i jeszcze piękniejsze życzenia, kilogramy lodów McFlurry i hektolitry kaw wypitych z najlepszymi przyjaciółmi. Jak urodziny, to i postanowienia…  Zdecydowałam więc, że kwiecień to najlepszy czas na rozpoczęcie przygotowań do wakacyjnych podróży i zapisanie się na intensywny kurs angielskiego. Zobaczymy, czy starczy mi motywacji…

Udało mi się też wyskoczyć na weekend do Krakowa. Pogoda dopisywała, więc z przyjemnością spacerowałam klimatycznymi uliczkami, ciesząc się jak dziecko z promieni kwietniowego słońca. Jak dziecko cieszyłam się też odwiedzając po raz kolejny Krakowską Manufakturę Czekolady (serio, 24 lata…;). A że trafiłam akurat na Światowy Dzień Czekolady, moje serce eksplodowało czekoladową radością widząc 50%-ową obniżkę cen…

Końcówka kwietnia zachwycała słońcem i zachęcała do długich spacerów z kawą w ręce. Mój ulubiony Park Saski rozkwitł czerwonymi tulipanami, a ja nie mogłam się na nie napatrzeć. Teraz czekam, aż za moim oknem rozwiną się pierwsze pąki bzu, a powietrze wypełni się ich zapachem. Najpiękniejszym zapachem wiosny :)

♥ Mili

Last Coffee Month

Marzec! Wiosna! Słońce! No.. Nie do końca było ( i jest) tak pięknie. Wiosenna pogoda bywa jednak kapryśna i zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Jak dziecko cieszyłam się więc z każdego cieplejszego dnia i każdego promyka słońca. Apetyt oczywiście rośnie w miarę jedzenia i mam nadzieję, że kwiecień okaże się pod tym względem bardziej przychylny. Mimo wszystko marzec zaliczam do udanych. Nadrobiłam kilka książkowych zaległości (Jakub Żulczyk! – polecam) i znalazłam kolejne inspiracje do blogowych postów.

Chyba najlepszym momentem w marcu było wyciągnięcie z garażu i przywrócenie do „życia” mojego ukochanego roweru. I chociaż pogoda pozwoliła jedynie na kilka krótkich wycieczek, to i tak rozpoczęcie rowerowego sezonu uznałam za udane. Nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła do woli i bez meteorologicznych przeszkód przemieszać się na ulubionych dwóch kółkach. Tym bardziej, że ostatnio ogromnie polubiłam się też z nową czekoladą Milki… Czy Wam też tak przypadło do gustu to połączenie słonych krakersów i słodkiej czekolady?!

Muszę się Wam przyznać do małego „zboczenia”. Otóż kupuję kolorowe gazety tylko wtedy, kiedy bardzo podoba mi się ich okładka.. W tym miesiącu nie udało mi się powstrzymać przed nabyciem nowych Wysokich Obcasów Ekstra. Przepiękne zdjęcie Audrey mogłoby chyba sprzedać wszystko, a ja pewnie bym to „wszystko” kupiła… Wiosenna pogoda skłoniła mnie też do spróbowania nowości w Costa Coffee, czyli Tukan Chai. To kawa o delikatnym smaku mango, który polubią miłośnicy egzotyki. Na pewno będzie też dobrze smakować podana na zimno w jeden z upalnych dni (które NA PEWNO nadejdą w kwietniu!;).

Korzystając z okazji chciałabym też życzyć Wam spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych. Mam nadzieję, że każdy z Was spędzi je tak, jak najbardziej lubi, czy to w gronie rodzinnym, czy na bezludnej wyspie;) Alleluja i do przodu!

♥ Mili

Last Coffee Month

To był dziwny miesiąc. Tak dziwny, że niestety zaniedbałam trochę bloga. Minął niepostrzeżenie, a jednocześnie całkowicie wyprowadził mnie z równowagi. Na szczęście zdążyłam zrobić chociaż kilka zdjęć i mogę zacząć marzec z odrobinę mniejszymi wyrzutami sumienia. Przede wszystkim muszę pochwalić się Wam gotową „ścianą inspiracji”. Wygląda tak, jak sobie wymarzyłam i właściwie mogę już uznać metamorfozę pokoju za ukończoną. Marzą mi się jeszcze śnieżno białe ściany, ale póki co ten pomysł muszę odłożyć na później. Oczywiście najbardziej zadowolonym z nowej kanapy domownikiem jest Coco, która może spędzać na niej całe dnie (pod warunkiem, że udostępnimy jej wystarczającą liczbę miękkich kocy;).

Rankiem 5 i 6 lutego sklepy H&M w całej Polsce organizowały akcję „Modne Śniadanie”. Dla wszystkich, którzy odwiedzili sklepy w wybranych dniach i godzinach przygotowane były upominki, zdrowe przekąski i napoje. Nie zabrakło również całkiem dobrej kawy. Dodatkowo można było zrobić zakupy z 20% obniżką, z czego nie omieszkałam skorzystać i wyposażyć się w ciepły puchaty sweter. Któregoś z chłodniejszych lutowych dni postanowiłam też wybrać się do warszawskiej kawiarni Columbus Coffee, ale niestety okazało się, że kolejna została zamknięta. Ta sieć nie ma chyba szczęścia do lokalizacji w Warszawie, a szkoda, bo zawsze chętnie próbowałam tam nowych kawowych smaków. W miejscu Columbus Coffee (ul. Sienna) jest teraz kawiarnia Grande Coffee, która łudząco przypomina swoją poprzedniczkę…

Luty to też miesiąc mojej okularowej metamorfozy. Przemierzyłam  Warszawę wzdłuż i wszerz próbując dopasować do swojej twarzy jakikolwiek kształt okularów. Do tej pory nosiłam jedynie szkła kontaktowe i uwierzcie mi, nie było łatwo (czego przykładem jest powyższe zdjęcie… ;). Ostatecznie zdecydowałam się na oprawki w Paris Optique, a swój wybór uczciłam pyszną kawą w MkCafe. Udało mi się chyba znaleźć ideał, chociaż ciągle nie potrafię przyzwyczaić się do noszenia okularów na co dzień.

Na koniec muszę Wam jeszcze wspomnieć, że wczoraj brałam udział w genialnym wydarzeniu „Kings On Ice”, czyli rewii największych i najbardziej znanych łyżwiarzy, która odbyła się na Stadionie Narodowym. To niesamowite widowisko będzie można zobaczyć również w TV, do czego bardzo Was zachęcam (transmisje: dziś, 16:10 (TVP Sport); poniedziałek 9.03, 16:15 (TVP Sport); środa 11.03, 8:50 (TVP 1); sobota 14.03, 12.20 (TVP 1). I chociaż pewnie przypłacę wszystko jakąś chorobą, to warto było! ;)

P.S. Mam jeszcze małą niespodziankę. Otóż dobrze Wam znana Sara założyła właśnie swojego nowego bloga. Zajrzyjcie, bo na pewno będzie powoli wypełniał się samymi ciekawymi wpisami ;)

www.jaty-happy.blog.pl

www.facebook.pl/jatyhappy

♥ Mili

Last Coffee Month

Ufff, nawet nie wiecie jak się cieszę, że styczeń już minął. To był najbardziej zakręcony i zapracowany miesiąc od dawna. Sesja dała mi się mocno we znaki,a aura panująca na zewnątrz tylko pogarszała sytuację. Brak słońca i wystarczającej ilości snu spowodował, że w styczniu wypiłam chyba rekordową liczbę kaw. Nie było dnia, żebym nie odwiedziła którejś z kawiarni, nie mówiąc już o moich domowych poczynaniach. Zaleta jest taka, że miałam okazję spróbować kilku nowych smaków np. Kokosowej Latte w So!Coffee i Bajecznego Brownie w Costa Coffee, które mogę Wam polecić;)

Bardzo polubiłam się też z Green Cafe Nero, które gościło mnie co najmniej kilka razy, kiedy nie miałam się gdzie podziać w przerwie pomiędzy zajęciami lub w oczekiwaniu na transport do domu. Atmosfera sprzyjała pracy nad blogiem, co zaowocowało kolejnym postem umieszczonym w styczniu na stronie głównej onet.pl ;) Podczas krótkiej podróży mogłam też wypróbować działanie nowej blogowej aplikacji I love latte (link znajdziecie w menu po prawej stronie) i Was również zachęcam do testowania.

W styczniu skorzystałam też z ostatnich wyprzedaży i zaspokoiłam swoje kobiece potrzeby. Nowa torebka, portfel i buty sprawdzają się w 100%, więc udało mi się zachować zdrowy rozsądek (co nie zawsze miało miejsce;). Przymierzałam się również do świątecznego prezentu, czyli przepięknej tiulówki, którą, mam nadzieję, uda mi się niedługo wykorzystać. Odbyłam też kilka wypraw do najbliższej Ikeii, gdzie (poza zajadaniem się szwedzkimi przysmakami) planowałam powstawanie mojej „ściany inspiracji”. Mam nadzieję, że za miesiąc uda mi się już pokazać Wam efekt końcowy;)

Pod koniec miesiąca już nawet kawa nie pomagała na całkowity brak energii. Postanowiłam więc dostarczać organizmowi odrobinę więcej witamin i często zaopatrywałam się w świeżo wyciskane soki oraz smoothies. Szczególnie smakowały mi w Eat Green w C.H. Arkadia oraz we Friends Taste Your Time przy Rondzie ONZ w Warszawie (gdzie również serwują pyszną kawę;). Kiedy tylko miałam wolny wieczór delektowałam się pysznym grzanym winem i zajadałam domowymi przekąskami. Udało mi się też odwiedzić bardzo klimatyczne miejsce w Warszawie – Bistro Kwadrat, mające swoją siedzibę tuż przy Teatrze o tej samej nazwie.

A jak wyglądał Wasz styczeń? ;)

♥ Mili

Last Coffee Month

Święta już za nami, a lada chwila powitamy nowy rok. Większość z nas ma już przygotowane noworoczne postanowienia, które będzie starała się realizować krok po kroku. Ja również planuję kilka ciekawych projektów na zbliżający się rok. I chociaż nigdy nie byłam przodownikiem w ich spełnianiu, to mam nadzieję, że uda mi się zrealizować przynajmniej te związane z blogiem. Na dobry początek pierwsza nowość – comiesięczny cykl Last Coffee Month, który będzie składał się ze zdjęć zrobionych w trakcie mijającego miesiąca. Motywem przewodnim będzie oczywiście kawa, ale pojawią się również zdjęcia mojej codzienności. Mam nadzieję, że się Wam spodoba;)

Na początek chciałam się Wam czymś pochwalić. Jeszcze pod koniec listopada portal onet.pl opublikował na swojej stronie głównej przygotowaną we współpracy ze mną galerię. Galeria ta zawierała przepisy na jesienno-zimowe kawy i cieszyła się dużą popularnością, z czego jestem ogromnie dumna. Bardzo dziękuję portalowi onet.pl, za tak miłą współpracę i możliwość dotarcia ze swoimi pomysłami do szerszego grona kawomaniaków.

Grudzień minął mi oczywiście pod znakiem Świąt. W trakcie planowania wypieków i przygotowywania listy prezentów zajadałam się ulubionymi mandarynkami i popijałam pierniczkową latte. W międzyczasie wzięłam również udział w akcji Karmimy Psiaki, do czego i Was zachęcam. Wystarczy zrobić selfie (np. ze swoim pupilem, ale niekoniecznie) i oznaczyć je trzema hashtagami #karmawraca #karmimypsiaki #1selfie1posilek. Dzięki temu sponsor przekaże karmę dla 1 bezdomnego psa. To nic nie kosztuje, a tak wiele może pomóc.

Uwielbiam czuć świąteczną atmosferę, więc już na początku grudnia dekoruję swój pokój światełkami, wystawiam stroiki i przybieram sosnowe gałązki. Pakowanie prezentów zostawiam na trochę później, ale to również jedno z ulubionych przedświątecznych zajęć. Moje grudniowe kawowe odkrycie to jeżynowa latte w Green Cafe Nero. Koniecznie jej spróbujcie, kiedy tylko będziecie mieć okazję.

Wigilijny poranek spędziłam zgodnie z napisem na mojej pidżamie: „Santa says relax” – przy filiżance pysznej herbaty. Potem wyruszyłam w podróż do rodziny, a w podróży nie mogło oczywiście zabraknąć pysznej kawy. Pierwszy Dzień Świąt zaskoczył mnie śniegiem, na którego brak narzekałam od samego początku grudnia. To była chyba najlepsza świąteczna niespodzianka w tym roku. W końcu mogłam poczuć prawdziwą atmosferę Bożego Narodzenia!

Całe Święta delektowałam się przepyszną kawą, tym razem przygotowywaną dla mnie, a nie przeze mnie;) Bardzo dobre Flat White wypiłam też w przerwie poświątecznych zakupów w cukierni Grycan. A i najważniejsze! Byłam w tym roku bardzo grzeczna i dostałam przepiękne prezenty, za które przepięknie dziękuję wszystkim Mikołajkom;*

♥ Mili