Ed Sheeran – kawowa nuta

Zauważyłam, że jak do tej pory jesteśmy na bieżąco z tym, co czytamy, oglądamy, jemy i popijamy, ale jakoś całkowicie zapomniałyśmy o muzyce… a przecież bez niej kawa nie smakuje tak znakomicie :) Chociaż ten post nie będzie dotyczył muzyki czysto „kawowej”, jak poprzedni, to dzięki poszukiwaniu kofeinowych kawałków natrafiłam na ulubionego dziś przeze mnie wokalistę jakim jest Ed Sheeran.I do słuchania jego twórczości chciałabym Was dzisiaj przekonać.

Chociaż wszyscy znają go teraz i uwielbiają z powodu głośnego „I see fire”  , które również bardzo lubię, to byłam jego fanką już dużo wcześniej.

Zaczęło się właśnie od „Cold Coffee”, o którym już Wam kiedyś wspominałam. Do tej pory jest moim stałym numerem jeden na playliście.

Ale prócz tych dwóch utworów Ed ma na swoim koncie kilka moim zdaniem, zachwycających numerów. W dodatku tak kompletnych ze względu na tekst, muzykę i teledyski. A to się rzadko zdarza ;) To jeden z nielicznych wykonawców, których oglądam teledyski kilka razy pod rząd z pełnym zachwytem. Z resztą zobaczcie sami:

Czy ten z genialną rolą Rupert’a Grint’a:

I kolejny pomysłowy i rozwalający sposobem wykorzystania języka migowego:

A ten chodź prosty i można by stwierdzić, że nudny to ma coś w sobie, takiego że nie można oderwać wzroku, aż do końca… no i ten tekst:

Ten piękny, prosty i wzruszający, tak jak sama piosenka:

Chyba wymieniłam już wszystkie piosenki Ed’a, które słucham na okrągło. Są idealne na dobry i na gorszy humor, na każdą pogodę i zdecydowanie nie zatrzymujcie się na jednym hicie, ale przejrzyjcie czasem jego twórczość. Chłopak naprawdę ma talent i kilka cudnych utworów! :)

Sara

Czytamy „Inferno” Dan’a Brown’a

Ufff… sesja za mną! Wreszcie mam czas przeczytać swoje gwiazdkowe prezenty! Kilka książek z wyczekiwaniem spoglądało na mnie z półki już od Świąt, a ja dopiero teraz mam chwilkę, by poświęcić się lekturze. Zastanawiacie się co tym razem polecę? Otóż, zaskoczę Was. Nie jest to żadne romansidło, ani powieść o wampirach, aniołach czy innych stworzeniach nadprzyrodzonych, które ostatnio całkiem mi się przejadły. Dlatego w pierwszej kolejności sięgnęłam po kolejny tom Dan’a Brown’a i zarazem najnowszy. Tytuł wokół, którego było głośno w grudniu – „Inferno”.

Bardzo podobały mi się dotychczasowe historie tego autora, dlatego bez najmniejszych obaw zabrałam się do czytania. Po raz kolejny się nie zawiodłam. Dan Brown znó zaskakuje swoją kreatywnością oraz wiedzą. Tworzy opowiadanie tak realistyczne, że aż nie można się powstrzymać, by nie sprawdzać wiarygodności jego fantaso- teorii. I tak podczas lektury, wielokrotnie sięgałam do internetu, żeby przyjrzeć się choćby „Boskiej Komedii” Dantego, czy obrazom wspomnianym w powieści.

Po za tym niesłychaną frajdą było znów wybrać się w podróż z przeinteligentnym i odważnym Profesorem Langdonem, w którego roli zawsze widzę Tom’a Hanks’a znanego z ekranizacji wcześniejszych powieści Brown’a.

Oczywiście ponoć i ta książka ma być zrealizowana w postaci filmu, z czego oczywiście bardzo się cieszę. Ale póki co gorąco polecam Wam tę lekturę! Jest szalenie wciągająca i pokręcona – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Także pomóżmy Profesorowi Langdonowi rozwiązać tajemnicę kręgów piekielnych! :)

Sara

Magia kobiet, które zmieniły świat mody…

 

W końcu nadszedł ten czas, kiedy mam za sobą wszystkie egzaminy i ze spokojem mogę oddać się ulubionej lekturze. Dopiero teraz mam okazję porządnie poznać książki, którymi zostalam obdarowana w ostatnie Święta (tak wiem, lepiej późno, niż wcale;). Jedną z nich jest album, „Magia Stylu”, podbijający moje serce przepięknymi fotografiami dziesięciu kobiet, które zmieniły świat mody.

Nie będę się tu dużo rozpisywać, bo po prostu trzeba zobaczyć album na własne oczy. Jest wręcz przepełniony najpiękniejszymi zdjęciami prawdziwych ikon mody. Fotografie można przeglądać godzinami. Znajdziemy tam też króciótkie opisy najważniejszych wydarzeń z ich życia oraz  pięknie wyróżnione cytaty charakteryzujące każdą z kobiet.

 

 

Audrey Hepburn

 

 

Marilyn Monroe

Grace Kelly 

Jackie Kennedy 

Brigitte Bardot 

Lady Diana

Poza nimi w książce znajdziemy też portrety Coco Chanel, Twiggy, Katharine Hepburn, oraz Mary Quant.

 

♥ Mili

 

Weekendowe podróże, czyli kawa po krakowsku ;)

 

Niedawno miałam okazję wyrwać się na chwilę z warszawskiego zgiełku i odwiedzić chyba najbardziej turystyczne miasto w Polsce – Kraków. Do tej pory Kraków kojarzył mi się tylko i wyłącznie ze szkolnymi wycieczkami, pospiesznym zwiedzaniem wszystkich zabytkowych kościołów oraz obolałymi od całodziennego chodzenia stopami. Tym razem odkryłam go na nowo. Okazało się, że to prawdziwie europejskie miasto, pełne ludzi mówiących najróżniejszymi języki, przepięknych starych budynków i uliczek, którymi chce się spacerować cały dzień (spacerować, a nie biec za przewodnikiem ;).

Bez pośpiechu mogłam przyglądać się tętniącemu życiem miastu, wstępować do każdego ciekawego miejsca i oczywiście fotografować każdy szczegół. Wszystko to, co kocham najbardziej!

Kraków ma to do siebie, że wszystko wydaje się tam fajniejsze, niż jest w rzeczywistości: fajniejsze sklepy, restauracje, kawiarnie, pamiątki itd. Możecie sobie wyobrazić, jak mocno musiałam się powstrzymywać przed kupieniem kolejnej „niezbędnej” rzeczy lub wypiciem kawy w „niepowtarzalnej” kawiarni. Oczywiście nie obyło się bez łupu w postaci magnesu, który dumnie wisi teraz na drzwiach od lodówki. Ale jeżeli chodzi o kawiarnie, to Kraków naprawdę ma się czym pochwalić. Właściwie każda sprawia wrażenie przytulnej, pachnącej cudowną kawą i pysznymi ciastami. Oczywiście niemożliwe było odwiedzenie ich wszystkich w ciągu jedno weekedu (chociaż bardzo się starałam;).

Wielbicielom nowych ciekawych smaków polecam kawiarnię Castor Coffee Club znajdującą się przy samym Rynku Głównym, na rogu ul. Floriańskiej. W sezonowym menu znalazłam latte o smaku gruszki z czekoladą, pistacji, a nawet słynnych makaroników. Do tego przystępne ceny, no i ten cudowny widok na Rynek.Bardzo przyjemny klimat zapewni Wam też Cupcake Corner. Ich lokale mieszczą się w kilku miejscach w Krakowie m.in. przy ul. Brackiej 4, Grodzkiej 60 oraz Michałowskiego 14. Chociaż główną atrakcją są tam bajecznie wyglądające cupcaki, to możecie też napić się tam dobrej kawy.

Muszę Wam przyznać, że oprócz kawy, moją drugą słabością jest czekolada. Zdecydowanie to ona okazała się królową tego weekendu. W Krakowie trafiłam na miejsce, w którym mogłabym zamieszkać  - Manufakturę Czekolady. Te dwa słowa i zdjęcia poniżej nawet odrobinę nie oddają cudowności tego miejsca. Bo oprócz tego, że możemy wydać tam fortunę na małe czekoladowe „dzieła sztuki”, to możemy też napić się prawdziwej gorącej czekolady. Wszystko rodem z uwielbianego przeze mnie filmu „Czekolada” (no, brakuje tylko Johnnego Deppa;).

Kraków okazał się strzałem w dziesiątkę! ;)

 

Mili

Oczekiwana premiera! Miasto Kości – czyli boski, arogancki Jace | premiera 21 SIERPNIA

Tak! Ja nie mogę się doczekać jutra! A wszystko przez premierę adaptacji jednej z moich ukochanych książek fantasy – „Mortal Instruments – City of Bones”. Na ten film czekałam uwaga – bo aż 4 lata! Wtedy to po raz pierwszy sięgnęłam po tę książkę w Empiku i od razu zakochałam się w Jace’ie. Nie tylko dlatego, że mam słabość do blondynów :P , ale to typ aroganckiego, niegrzecznego chłopca, w książce nie jednokrotnie podkreślany jest jego demonicznie sexowny wygląd:

„Nawet w stroju pogromców demonów Simon wyglądał jak chłopiec, który przychodzi do domu dziewczyny, żeby umówić się na randkę, jest uprzejmy dla jej rodziców i dobry dla zwierząt domowych.
Jace natomiast wyglądał jak chłopak, który przychodzi do czyjegoś domu, żeby go spalić dla zabawy.”

Opowieść o skomplikowanej relacji Clary i Jace’a jest opisana w trzech częściach. (Chociaż pojawiły się teraz kolejne, niestety już mnie tak nie przekonały, bo bardziej skupiają się na innych bohaterach. )Pisząc skomplikowana, nie mam na myśli historii pod tytułem ” o nie! jestem dla Ciebie zbyt niebezpieczny! nie możemy być razem, bo zrobię Ci krzywdę!” – nie, nie, nie! Ich dotyka zupełnie inna przeszkoda, moralna i niemal tragiczna :( Naprawdę jako czytelniczce było ciężko mi się z tym pogodzić, a rozwiązanie pojawia się dopiero w ostatniej części! Jakież to były tortury!

Ale wracając do jutrzejszej premiery filmowej, budzi ona wiele skrajnych emocji. Oczywiście przede wszystkim z powodu dobranej obsady, wiele fanów książki uważa, że Jamie Campbell Bower kompletnie nie pasuje do roli Jace’a. Ja początkowo też nie mogłam się przekonać, ale po obejrzeniu traileru, całkowicie zmieniłam podejście :D Z resztą sprawdźcie sami!

To kto jutro idzie ze mną do kina?

Sara

5 aleja, 5 rano – czyli śniadanie z Audrey

Niedawno wspominałam, że wakacje to taka część roku, kiedy staram się nadrobić wszystkie zaległości w lekturze. Z reguły wybieram książki „sprawdzone”, czyli polecone przez znajomych lub przyjaciół (tak było w przypadku książek Zafona). Tym razem, całkiem nieumyślnie, sięgnęłam po książkę Sama Wassona „Piąta aleja, piąta rano”. Przyciągnęła mnie okładka. Niby nic w niej nadzwyczajnego, ale uwielbiam ten kadr z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” i z radością zabrałam tę niewielką książkę do siebie do domu (chociaż najpierw za nią zapłaciłam ;D). I nie żałowałam –  książka jest ciekawie napisaną opowieścią o długiej drodze, jaką przeszła książka Trumana Capote’a zanim została zekranizowana i stała się klasyką kina.

Mnie szczególnie urzekły obszerne fragmenty książki opowiadające o odtwórczyni głównej roli Holly Golightly, czyli Audrey Hepburn. Wiele z nich dotyczy jej prywatnego życia oraz filmów, w których zagrała jeszcze przed „Śniadaniem…”. Możemy też dowiedzieć się, jak Hepburn stała się ikoną stylu i kto projektował jej słynne filmowe sukienki.

Chyba wszyscy znają pierwszą scenę z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”. Holly podjeżdża taksówką pod sklep, staje przed witryną najsłynniejszego wtedy sklepu jubilerskiego, pije kawę w papierowym kubku i je drożdżówkę. Wiecie, że Audrey długo musiała zmuszać się do zjedzenia tej drożdżówki? Uważała, że to istne ohydztwo i zaproponowała zmianę drożdżówki na loda. Reżyser oczywiście się nie zgodził. A jak Audrey wyszło jedzenie drożdżówki? Wszyscy wiemy ;)

No i oczywiście ta słynna piosenka… „Moon River”. W pierwotnej wersji jej tytuł brzmiał „Blue River”, ale twórcy uznali, że istnieje już zbyt wiele piosenek o tym tytule i zamienili słowo blue na moon. W latach 60. ten utwór był prawdziwym hitem. Nic dziwnego, bo jest naprawdę piękny i idealnie wpasowuje się w klimat filmu.

Książka jest pełna takich małych ciekawostek. Począwszy od życia autora książki Trumana Capote’a, a kończywszy na anegdotach dotyczących statystów. Wszystko układa się jednak w ciekawą historię, którą z przyjemnością się czyta. Oczywiście nie jest to książka dla fanów mocnych wrażeń, zawiłych historii, czy tragicznych romansów. Z pewnością spodoba się jednak  fanom kina, a przede wszystkim fanom „Śniadania u Tiffany’ego” i Audrey Hepburn.

 

Mili

Carlos Ruiz Zafon, czyli lektura na wakacje

 Nadeszły wakacje, więc obowiązkowo zaczynam nadrabiać zaległości w czytaniu. Na półce czeka już nowa książka J.K. Rowling „Trafny wybór”. Jestem strasznie ciekawa, czy jest tak dobra, jak opinie, które o niej słyszałam. Zanim jednak zabiorę się za czytanie chciałabym polecić Wam książkę, w której zakochałam się kilka lat temu podczas wakacji w Hiszpanii.

Zabrałam wtedy ze sobą książkę, zupełnie mi nieznanego hiszpańskiego autora Carlosa Ruiza Zafona, „Cień wiatru”. Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron nie mogłam się od niej oderwać. Miałam ją ze sobą wszędzie: na plaży, w restauracji i w samochodzie. Co mnie w niej tak urzekło?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednym słowem.. Akcja powieści toczy się w drugiej połowie XX wieku w Barcelonie, ale w retrospekcjach pojawiają się też lata wcześniejsze. Głównym bohaterem jest młody chłopak, Daniel Sempere, który próbuje odkryć tajemnicę autora jednej z zapomnianych już, ale bardzo ważnych dla Daniela, książek. To tylko milionowa część tego, co znajdziecie w książce. Autor zawarł w niej wiele wątków, które ostatecznie się ze sobą wiążą i prowadzą do rozwiązania zagadki. Znajdzie się więc coś dla miłośników romansów, powieści kryminalnych, a nawet odrobinę fantasy.

Dzięki tej książce zakochałam się w Hiszpanii, a w szczególności w Barcelonie. I chociaż nigdy nie miałam okazji odwiedzić tego miasta to czuję, jakbym była tam stałym gościem. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się napisać coś więcej o tym przepięknym mieście ;)

 Polecam Wam też inne książki Zafona, takie jak „Gra Anioła” i „Więzień nieba”. Są idealną lekturą na wakacyjne miesiące! ;)

Mili

Birthday’s Post / Columbus Coffee

Wybija 13:00. Sara stoi pod furtką domu Mili z prezentem w rękach. Mili wychyla się zza drzwi:

M: WŁAŹ!

S:  Miło witasz swoich gości…

Tak właśnie rozpoczęłyśmy obchodzenie urodzin Mili… Jak zawsze oryginalnie ;D

Po rozpakowaniu i ekscytowaniu się cudownymi prezentami przystąpiłyśmy do robienia tortu. Poszło sprawnie i szybko (co widać po rozmazanym zdjęciu) ;D. Kiedy już pochłonęłyśmy wielką porcję ciasta przyszła ochota na kawę… Nie straszna nam była nawet burza z piorunami szalejąca na dworze! Nasze organizmy po prostu domagały się jakiegoś pysznego kawowego napoju ;) A ponieważ niedawno w Warszawie została otwarta nowa kawiarnia postanowiłyśmy ją przetestować.

Miejsce nazywa się Columbus Coffee i ma swoje kawiarnie również w innych miastach Polski: kilka w Szczecinie, po jednej w Gorzowie Wielkopolskim, Łodzi, Międzyzdrojach i Stargardzie. Jak zwykle trudno się nam było zdecydować na jakąś kawę, wybór jest naprawdę fajny. Ostatczenie Sara zamówiła frappe o smaku kokosowym, a Mili Macademian Latte (kawę stworzoną przez znaną blogerkę;). Tym razem możemy w 100% przyznać, że nam smakowało! Kawy nie były przesłodzone, a miały cudowny aromat kokosa i orzechów. Sara była tak zachwycona swoim frappe, że niemal odleciała i co chwilę chichotała wpatrzona w swój kubek ;D

Możemy z czystym sercem polecić Wam to miejsce. Ceny są bardzo przystępne, wybór kaw ciekawy, a do tego za zakupione kawy możemy zbierać stępelki (za 6 stępelków odbieramy darmową kawę). A i nie zapomnijmy o wystroju kawiarni – oryginalny, z wielkimi kolorowymi fotelami do siedzenia i z kawowymi ciekawostkami na ścianach.

Dzień urodzin zakończyłyśmy w kinie na filmie „Intruz”. Kolejny dobry wybór tego dnia ;) No i oczywiście zachwyt Sary głównym bohaterem Jaredem – bezcenne ;D

Mili & Sara

coffee + book

No właśnie! Kawa jest niesamowita! Komponuje się z tyloma rzeczami! Desery, filmy, seriale, spacery, pogaduchy. Jak nie w kawiarni to w pociągu, parku, pracy, szkole, na studiach:D Ale jak poradzić sobie z chwilą samotności i ciszy w towarzystwie kubka ulubionej Latte?

Dokładnie! Książki!!! Pamiętam,że przez bardzo długi okres czasu nie lubiłam czytać, pewnie wynikało to ze skojarzeń z totalnie nudnymi, szkolnymi lekturami. Dopiero w liceum przejrzałam na oczy i dosłownie rzuciłam się w wir literatury. :P Oczywiście nie było to nic ambitnego, raczej młodzieżowe romansidła, do których wciąż mam sentyment. Dla mnie książki to odskocznia od problemów, codziennego życia, ale też świetny sposób by wyćwiczyć swoją wyobraźnię! Dlatego właśnie w końcu zdecydowałam podzielić się z Wami kilkoma propozycjami lekkich tytułów. Wybór był dla mnie dużym wyzwaniem! Zasiadając do napisania tego posta wyglądałam mniej więcej tak:

Po trwającej wieki selekcji w końcu wybrałam pierwszą książkę, którą chciałabym Wam polecić. Nie będę ukrywać, że to raczej lektura dla dziewczyn i w dodatku z wieloma elementami fantasy.. jedno jest pewne, pochłoniecie tę książkę w jedną noc, a imię Patch przyprawiać Was będzie o miły dreszczyk i przyspieszone bicie serca :D

„Szeptem” - Becca Flitzpatrick, to pierwsza część sagi, która wprowadza czytelników w niezwykły świat pełen tajemnic. I tyle zdradzę Wam na temat fabuły! Hah:P No dobrze dodam jeszcze, że nie jest to jeden z tych przesłodzonych romansów  z wampirami, czy też innymi nadprzyrodzonymi postaciami. Na główną bohaterkę czyha nie lada niebezpieczeństwo, którego źródłem jest nieziemski Patch.

Kocham tę książkę za atmosferę jaką buduje poczucie wiszącego w powietrzu zagrożenie, ale też pełne humoru cytaty, no i ta magnetyczna pewność siebie  i arogancja Patcha!:D To prawda, dziewczyny! My lubimy niegrzecznych chłopców:D

- S