Najprostsze lody kawowe

 

Teeeeeegoo chciałam… Zalanych łzami nocy, właśnie to dostałam… Tak sobie śpiewała Ania Dąbrowska i zapewne miała na myśli jakieś bardzo trudne emocjonalne przejścia. Ja natomiast mogę z pełną świadomością odnieść te słowa do panującej nam wszem i wobec pogody. Bo tyle było tego narzekania, że zimno, że pada… A jak pogoda w końcu stała się prawdziwie wakacyjna, to wszyscy narzekamy, że skwar, że duszno i nie da się wytrzymać. A ja wiem, czemu tak trudno nam dogodzić! Bo żeby ta pogoda przyjęła jedną strategię i np. ciągle raczyła nas chłodem albo ciągle męczyła upałem… A tak nie możemy przywyknąć ani do zimna, ani do upałów.

No cóż, trzeba sobie jakość radzić, więc dla ochłody proponuję Wam przygotować przepyszne kawowe lody. Bajecznie proste w przygotowaniu (prościej już się chyba nie da;), kremowe i delikatne. A jak dobrze chłodzą! ;)

Potrzebne składniki:

500 ml śmietany 30%

1 puszka mleka skondensowanego słodzonego

2 łyżki kawy rozpuszczalnej

Przygotowanie:

Schłodzoną wcześniej w lodówce śmietanę ubijamy do momentu, aż zacznie gęstnieć. Powoli dolewamy skondensowane mleko, a na końcu kawę rozpuszczalną. Miksujemy do momentu, aż wszystkie składniki dokładnie się połączą. Wkładamy do zamrażarki na kilka godzin.

Do takiej „bazy” lodowej możemy dodać też swoje ulubione bakalie lub kawałki czekolady. Ja zdecydowałam się na pokruszone krówki, ale to wersja dla osób lubiących słodkie desery;)

♥ Mili

Z serii szybko i łatwo – truskawkowy deser z lodami

Przy takiej pogodzie naprawdę ciężko jest się powstrzymywać od zimnych słodkości, które ochłodzą te upalne dni. Mili ostatnio zaproponowała Wam przepyszne lody Oreo, ja dzisiaj zaproponuję Wam owocowy deser, bardzo łatwy i szybki w przygotowaniu.

Ten przepis jest idealny na wszelkie okazje, sprawdzi się podczas nieoczekiwanej wizyty kilku gości. Można go modyfikować poprzez dodanie innych owoców, lub użycie lodów o innym smaku.

SKŁADNIKI ( NA DWIE PORCJE):

  • około 7-8 dużych truskawek
  • łyżka cukru brązowego
  • biszkopty podłużne
  • serek mascarpone około 2 łyżek na porcję
  • gałki lodów (według uznania)
  • bita śmietana
  • sos czekoladowy/toffi/truskawkowy

PRZYGOTOWANIE:

Truskawki blendujemy wraz z cukrem i przelewamy na spód pucharka. Łamiemy biszkopty i układamy na masie truskawkowej. Układamy kulkę lodów. Następnie nakładamy warstwę mascarpone i przyozdabiamy sosem czekoladowym lub innym dowolnie wybranym smakiem. Na wierzch znów dodajemy kulkę lodów i całość przyozdabiamy bitą śmietaną i sosem. Taki deser podajemy od razu po przygotowaniu. Jest smaczny, nie za słodki i orzeźwiający.

Sara

Crazy about Oreo Ice Cream – ciasteczkowe lody OREO

Nigdy nie rozumiałam fenomenu ciastek Oreo. Dość niedawno przywędrowały do nas ze Stanów Zjednoczonych, gdzie podobno są najlepiej sprzedającymi się słodkościami. Szybko podbiły też serca Polaków, a ja ze zdziwieniem obserwowałam, jak Internet wypełnia się przepisami wykorzystującymi te ciastka: Oreo serniki, Oreo babeczki, Oreo torty… Można by długo wymieniać. Nie zamierzałam poddać się tej modzie, aż do momentu, kiedy w osiedlowym sklepiku nie natrafiłam na lody Oreo. Wyglądają prawie tak samo, jak ich ciasteczkowe odpowiedniki, chociaż są nieco większe i zamiast słodkiej masy są przełożone lodami. Co tu dużo gadać… Obsesja Oreo dosięgła i mnie (chociaż wciąż tylko w wersji lodowej ;).

Ciastka wyjątkowo dobrze komponują się z lodami, więc postanowiłam wykonać ich domową wersję. Poszperałam w Internecie i, wśród wielu przepisów, znalazłam taki, który zaciekawił mnie najbardziej (mojewypieki.com). Nie myliłam się- lody wyszły obłędne! Ciągle ma się ochotę na więcej, a ja nie nadążam z ich przygotowywaniem ;)

Potrzebne składniki:

250 ml mleka kokosowego

200 ml śmietany kremówki

1/3 szklanki cukru

1 opakowanie (150 g) ciastek Oreo połamanych na mniejsze kawałki

 

Przygotowanie:

Mleko kokosowe miksujemy dokładnie z cukrem i śmietaną. Wkładamy do lodówki na ok. 1-2 godziny.

Kiedy mieszanka będzie już dobrze schłodzona, miksujemy, by lody się napuszyły. Przelewamy do pojemnika i wkładamy do zamrażarki.

Podczas chłodzenia należy lody wyjmować mniej więcej co godzinę i miksować, by nie wytworzyły się kryształki lodu, a masa pozostała puszysta.

Ciastka Oreo należy dodać, kiedy lody będą miały aksamitną konsystencję (przy pierwszym lub drugim miksowaniu), inaczej ciastka namiękną i zupełnie się rozpadną.

Po kilku godzinach możemy już cieszyć się przepysznymi lodami o smaku Oreo. Będą idealne na nadchodzące upały ;)

♥ Mili

Kawowa Panna Cotta z musem czekoladowym

Oj ileż razy spoglądałam na zdjęcia tej przepysznej Panna Cotty z zazdrością :) Marzyło mi się, żeby zrobić taki deser w domu. Jadłam podobny w Gdyni i oczarował mnie ten sposób podania. Wydawało mi się to trudne i czasochłonne. Nic bardziej mylnego! W końcu zebrałam się na odwagę i zrobiłam ten wyśmienity deserek :) Nieskromnie przyznam, że efekt był piorunujący!

Przygotowanie Panna Cotty jest bardzo proste, jednak schładzanie trwa kilka godzin.

SKŁADNIKI ( na 5-6 porcji) :

400 ml śmietany kremówki (38%)
200 ml mleka (3,5%)
80 g cukru
2 łyżeczka cukru waniliowego
2 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
4 łyżeczki żelatyny
2 łyżka zimnej wody

mus czekoladowy:
200 g ciemnej czekolady ( %)
100 ml śmietany kremówki (38%)
2 łyżka cukru pudru
2 łyżeczka miodu
4 jajka

PRZYGOTOWANIE:

Kremówkę zagotować z mlekiem, cukrem, cukrem waniliowym i kawą. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie. Gotującą się śmietankę zdjąć z ognia, dodać żelatynę, dokładnie wymieszać. Ostudzić. Ostudzoną mieszankę przelać do kieliszków ustawionych pod kątem w wysokim pojemniku lub garnku (jeśli zrobił się kożuch, wystarcz przelać przez sitko), schłodzić w lodówce przez 1 godzinę.
Czekoladę z kremówką, cukrem pudrem i miodem rozpuścić na parze. Wystudzić. Do ostudzonej masy dodać żółtka, dokładnie wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę, partiami dodawać do masy czekoladowej, delikatnie mieszając szpatułką.
Gotowy mus wyłożyć na pannę cottę, schłodzić w lodówce przez 1-2 godziny.

Gotowy deser można przyozdobić pokruszoną białą, bądź mleczną czekoladą, truskawkami, czy innymi owocami. Smakuje bosko!

Sara

Breakfast on the grass – banany pod owsianą kruszonką

Uwielbiam słodkie śniadania! Najczęściej nie mam na nie czasu, ale kiedy przychodzi weekend staram się przygotować coś odrobinę bardziej skomplikowanego, niż musli ;) Okoliczności coraz bardziej sprzyjają, bo w sklepach pojawiają się powoli sezonowe owoce. Może hiszpańskie truskawki nie są szczytem moich marzeń, ale już już niedługo pojawią się te nasze.

W miniony weekend pogoda odrobinę się poprawiła i postanowiłam zjeść śniadanie na świeżym powietrzu. Padło na owoce pod kruszonką. W domu miałam banany (one zawsze są dostępne;) i małą paczuszkę borówek. Żeby było pożywnie kruszonka powstała z mąki razowej, płatków owsianych oraz zmielonych migdałów. Do tego kleks serka mascarpone i byłam w niebie!

Potrzebne składniki (na 4 porcje):

2 dojrzałe banany

100 g borówek amerykańskich

pół cytryny

40 g mąki pszennej razowej

30 g płatków owsianych górskich

30 g mielonych migdałów

30 g brązowego cukru

50 g zimnego masła

100 g serka mascarpone lub gęstego jogurtu

Sposób przygotowania:

Rozpoczynamy od kruszonki. Do miski wsypujemy wszystkie suche składniki, czyli mąkę, cukier, zmielone migdały oraz płatki owsiane. Dodajemy pokrojone w kostkę zimne masło. Wszystko razem rozcieramy w palcach, aż do uzyskania konsystencji kruszonki. Gotową kruszonkę wkładamy na 30 min do lodówki. W tym czasie banany kroimy na cienkie plasterki.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Na dno foremek wykładamy po sporej łyżce kruszonki. Następnie dodajemy plasterki bananów, tak, by pozostało jeszcze miejsce w naczyniu. Banany skrapiamy kilkoma kroplami soku z cytryny i przykrywamy warstwą kruszonki. Wstawiamy do gorącego piekarnika i pieczemy przez ok. 15 min. Podajemy na ciepło, z dodatkiem świeżych borówek oraz kleksem mascarpone.

Kocham takie poranki!

♥ Mili

Urodzinowe Cake Pops!

Wczoraj świętowałam swoje 23 urodziny. Latka lecą jak szalone, a mi wydaje się, że mam wciąż te 18 wiosen (taaaa, mi też Aga ;). To chyba dobrze czuć się ciągle młodo… ;)

Miło było odebrać życzenia od bliskich osób i jeszcze raz za wszystkie bardzo dziękuję! To bardzo ważne, żeby w dniu swoich urodzin czuć się wyjątkowo i ja właśnie tak się czułam ;)

Moja cudowna mama zrobiła dla mnie najlepszy tort, jaki w życiu jadłam (za co ogromnie jej dziękuję!;). Ja postanowiłam przygotować dla swoich gości popularne ostatnio cake popsy, czyli ciasteczkowe lizaki. Bardzo chciałabym poczęstować Was wszystkich, ale niestety mogę jedynie przekazać w Wasze ręce przepis ;)

Potrzebne składniki:

400 g pokruszonego ciasta lub ciasteczek (ja użyłam herbatników i biszkoptów)

250 g serka mascarpone

1 tabliczka czekolady

5 łyżek miękkiego masła

1łyżeczka cukru z wanilią

1 łyżeczka kakao

Do dekoracji:

2 tabliczki czekolady (jaką lubicie)

2 łyżeczki oleju

pistacje

Przygotowanie:

Ciasto lub ciastka kruszymy na bardzo drobne kawałki. Dodajemy mascarpone, masło oraz roztopioną czekoladę. Mieszamy za pomocą miksera, aż składniki się połączą. Potem wsypujemy cukier i kakao. Wyrabiamy ciasto ręką, żeby tworzyło zwartą masę. Wkładamy do lodówki na ok. 15 min. Po tym czasie z ciasta formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego (mi wyszło ok. 30). Nabijamy je na drewniane patyczki i zabieramy się za dekorowanie. W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę z dodatkiem oleju. Zanurzamy w niej przygotowane kuleczki, tak by były dokładnie pokryte z każdej strony. Kilka razy uderzamy patyczkiem o brzeg naczynia, aby pozbyć się nadmiaru czekolady. Tak przygotowane cake popsy wbijamy np. w styropian, następnie dekorujemy posiekanymi orzechami i pozostawiamy do zastygnięcia.

Chociaż było z nimi trochę roboty, to nie żałuję! Lizaczki pięknie prezentowały się na stole i równie dobrze smakowały. Od czasu do czasu warto się trochę namęczyć, żeby sprawić kilku osobom radość ;)

 

♥ Mili

Suflet Czekoladowy – wcale nie taki straszny!

Już od dawna planowałam zmierzyć się z sufletem. Przecież to na pewno trudne zadanie, przynajmniej tak słyszałam w tych wszystkich programach typu Master Chef itd… Dlatego szykowałam się do tego zadania jak na wojnę! Wielokrotnie szukałam informacji w internecie, co zrobić by suflet wyrósł, nie opadł, a w środku był płynny. Miałam coraz większe oczy i odkładałam ten przepis na później. Specjalnie zakupione na tę okazję foremki zdążyły się zakurzyć, a ja całkowicie usunęłam ten pomysł z pamięci. Do wczoraj! Kiedy straszliwie zachciało mi się czegoś słodkiego i to na już. Poszukując w kuchni jakichkolwiek składników, z których można by przyrządzić jakiś deser natknęłam się na sufletowe foremki. Cóż miałam do stracenia?? Wyszukałam najprostszy przepis w internecie i stwierdziłam, że i tak w najgorszym wypadku suflet będzie zwykłym ciastem czekoladowym w naczynku :)

Jak to mówią – strach ma wielkie oczy. Przynajmniej w moim przypadku, ponieważ jak się przekonałam i z czego byłam baardzo dumna, mój suflet wyszedł przepysznie. Wyrósł idealnie, w środku był jak należy – może po prostu mi się poszczęściło :)

 

Składniki na 4 porcje:

  • 140g gorzkiej czekolady co najmniej 50%
  • 30g miękkiego masła oraz trochę do wysmarowanie foremek
  • 4 białka – tutaj naczytałam się wiele, że podobno ważne jest by suma białek wynosiła 140g w innym wypadku suflet nie wyjdzie. Ja nie posiadam wagi więc zignorowałam tę uwagę :P
  • 3 czubate łyżki cukru
  • szczypta soli
  • cukier puder na wierzch

 

 

Przygotowanie:

Foremki smarujemy masłem i wstawiamy do lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni (termoobieg).

Czekoladę kroimy w kostki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej, następnie dodajemy masło, nadal rozpuszczając nad wrzącą wodą. Odstawiamy do ostygnięcia.

Ubijamy białka ze szczyptą soli. Do sztywnych białek dodajemy cukier – po jednej łyżce wciąż miksując. Następnie przekładamy jedną łyżkę masy z białek i mieszamy z czekoladą – delikatnie. Później dodajemy resztę i uważnie mieszamy tak by masa pozostała puszysta. Po złączeniu składników przelewamy ciasto do foremek i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 8-9 minut i gotowe!

Dajcie znać, czy wasz suflet wyszedł równie smacznie! :)

Sara

Christmas is coming! – kandyzowane pomarańcze w czekoladzie

Jak mówi słynna reklama CocaColi – coraz bliżej Święta! Jedni się cieszą i z niecierpliwością czekają przyszłego tygodnia, inni są wściekli, bo nie zdążyli jeszcze kupić prezentów, a kolejki w sklepach wyglądają przerażająco. Mnie właściwie złości tylko jedna rzecz – brak śniegu… Jak co roku ludzie przyjmują zakłady „będzie śnieg na Boże Narodzenie, czy nie będzie”. Zapowiada się, że tym razem wygrają pesymiści. Staram się jednak jak mogę, żeby choć odrobinę poczuć atmosferę zbliżającej się Gwiazdki. Pokój przystrojony światełkami, w tle cicha muzyka świątecznych przebojów, a w ręku kubek gorącej kawy z cynamonem. To idealny moment, żeby zabrać się za pakowanie prezentów, planowanie świąteczego menu, czy nawet ostatnie zakupy (dzięki Bogu za sklepu internetowe;).

Mam dziś dla Was pomysł na bardzo szybką i prostą w przygotowaniu świąteczną przekąskę – kandyzowane pomarańcze w czekoladzie. Były hitem moich zeszłorocznych Świąt. Poza tym to też świetny pomysł na prezent. Pięknie opakowane pomarańcze na pewno ucieszą niejednego łasucha ;)

Potrzebne składniki:

2 średnie pomarańcze

300 g cukru

300 ml wody

laska cynamonu

gwiazdka anyżu

1 tabliczka gorzkiej czekolady

1 tabliczka mlecznej czekolady

Przygotowanie:

Pomarańcze sparzamy wrzącą wodą. Kroimy na plasterki o grubości ok. 5 mm.

Do gotującej się wody dodajemy cukier. Mieszamy i czekamy, aż się rozpuści. Następnie wrzucamy przyprawy i podgrzewamy jeszcze przez ok. 10 min. Po tym czasie wrzucamy plastry pomarańczy. Gotujemy na małym ogniu przez ok. pół godziny, aż skórki będą miękkie i szkliste.  Wyjmujemy na pergamin i pozwalamy im ostygnąć.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ostudzone plasterki pomarańczy zanurzamy do połowy w rozpuszczonej czekoladzie, przekładamy na czysty pergamin i pozostawiamy do zastygnięcia.

 

 

♥ Mili

Świeża dostawa energii! – DESER BANANOWY

Jak Wam mija ten okres oczekiwania na pierwszy śnieg? Ja nie mogę się już doczekać! Cała świąteczna playlista i zimowa kurtka czekają na pierwsze płatki śniegu, pierwsze pomysły na gwiazdkowe prezenty już kiełkują i pokój na wypad sylwestrowy zabukowany. Brakuje tylko tego magicznego, białego puchu. W moim mieście nawet lodowisko stoi już gotowe i odpali razem z pierwszymi opadami. Mam nadzieję, że już niedługo to nastąpi, bo bez śniegu nie ma tej świąteczno – zimowej atmosfery. Żeby jakoś zapełnić ten czas, postanowiłam zrobić śnieżny deser bananowy, który doda energii w te ponure listopadowe dni. Zapraszam do kuchni!

Składniki:

  • 2 banany
  • bita śmietana
  • budyń waniliowy
  • 0,5l mleka do budyniu
  • płatki typu crunchy
  • miód
  • biała czekolada do ozdoby

Sposób przygotowania:

Jest to naprawdę bardzo prosty, ale jakże smaczny deser. Zaczynamy od przygotowania budyniu, według instrukcji na odwrocie torebki i odstawiamy do ostygnięcia. Tymczasem zajmujemy się kruszeniem płatków i wysypujemy nimi dno miseczek. Następnie nakładamy warstwę budyniu, którą pokrywami cienkimi plasterkami banana. Na to bita śmietana i znów trochę crunchy, ale tym razem polane miodem. Dalej kolejność taka sama: budyń, banany i bita śmietana. Całość ozdabiamy crunchy, miodem, bananem i bitą śmietaną. Oczywiście można ten sam przepis przygotować na bazie truskawek, jagód, czy borówek zamiast banana. Deser najlepiej spożyć bezpośrednio po przygotowaniu :). Gorąco polecam!!! PYCHOTKA:)

Sara

Słodki upał – Kawowa Panna Cotta

Fiu, fiu… gorrrrrąco! Hiszpańskie temperatury w Polsce? :) Dla jednych to udręka i chowają się w klimatyzowanych domach, inni z uwielbieniem wylegają na słońce. A jak jest z Wami? Kochacie te nasze wakacyjne upały, czy macie ich dosyć i tylko czekacie na burzę i oziębienie? Dla mnie taka pogoda ma tylko jeden zasadniczy minus… jak tu się uczyć do sesji, kiedy w głowie tylko ciepełko, plaża i…. STOP Przecież przede mną jeszcze kilka egzaminów!  A ponieważ jak na razie pochłania mnie nauka, przydałoby się zrobić jakąś krótką, słodką przerwę.

Prócz słodkości, przyda się i odrobina kofeina… hmm… I co by tu zmajstrować?? A co powiecie na Kawową Panna Cottę? Idealny deser na upały i w dodatku mój ulubiony smak kawy… Mmm będzie pysznie!

Jej przygotowanie trwa zaledwie 15 minut! Plus  jakieś dwie godzinki w lodówce ;) lub krócej w  zamrażarce.

Składniki:

  • 400 ml śmietany 30%
  • 150 ml mleka 3,2 %
  • 4 łyżeczki drobnej kawy rozpuszczalnej + 1 łyżka gorącej wody
  • 5 łyżek cukru
  • 1 laska wanilii
  • 5 łyżeczek żelatyny + 1 łyżka gorącej wody

Przygotowanie:

Śmietankę z mlekiem przelać do rondla dodać miąższ z wanilii i pusty strąk, oraz cukier. Podgrzać mieszając, ale nie doprowadzając co wrzenia. Zdjąć z ognia i usunąć strąk wanilii. Kawę rozpuścić w 1 łyżce wrzącej wody. Dodać do śmietany z mlekiem. Żelatynę rozpuścić w 1 łyżce gorącej wody, wymieszać do rozpuszczenia i dodać do pozostałych składników. Wymieszać.

Panna cottę przestudzić i przelać do silikonowych foremek lub małych filiżanek.

Wstawić do lodówki na minimum 2 godziny, lub jeśli mamy mało czasu wkładamy ją do zamrażarki, uważając żeby masa nam się nie wylała. Co  kilkadziesiąt minut należy zerkać, żeby deser się całkowicie nie zmroził:)

Przed podaniem zamoczyć naczynie w ciepłej wodzie, aby łatwiej było wyciągnąć deser. Dodajemy kilka ozdób według uznania i gotowe!

Smacznego!

Sara