Winter Coffeeland! Nowości w zimowym menu kawiarni

Dopiero co przygotowywałam wpis z jesiennymi kawami, a już dziś mogę zaprezentować Wam zimowe menu w 4 najbardziej znanych sieciowych kawiarniach. Tej zimy nie możemy narzekać… Osoby, które mają problemy z podejmowanie decyzji (czyt. ja;) będą musiały się sporo natrudzić, żeby wybrać jedną kawę dla siebie. Całe szczęście, że ta pora roku trwa u nas dość długo (szczęście w nieszczęściu;) i mamy czas, aby spróbować tych wszystkich smakowicie brzmiących kaw i znaleźć swoją ulubioną.

Poza tym spece od marketingu dobrze wiedzą, że nie ma nic bardziej nakręcającego nasz apetyt, niż świąteczny nastrój. Dlatego też, poza nowym menu, możemy liczyć też na kilka innych atrakcji. Przyznam bez bicia – w okresie przedświątecznym działają na mnie wszystkie znane już marketingowe sztuczki. Ale lubię się na nie łapać, bo to przecież jedyny taki czas w roku, kiedy w powietrzu unosi się magia.

Zacznijmy od Costa Coffee, która w tym roku proponuje nam trzy zimowe smaki kaw o wdzięcznych nazwach: Piernikowa chatka, Magiczna pomarańcza i Creme Brulee. Ci, którzy śledzą mój Instagram wiedzą już, że miałam okazję spróbować kawy o smaku pomarańczy i bardzo mi smakowała, głównie dlatego, że nie była zbyt słodka.

 

instagram.com/lovelatte_blog

Nie sposób też nie zauważyć uroczych papierowych kubków, w których Costa serwuje swoje zimowe napoje: bałwanek, renifer i mikołaj wywołują uśmiech na każdej twarzy i sprawiają, że oczekiwanie na Święta jest jeszcze przyjemniejsze. Do tego w kawiarniach rozpoczęła się również, znana z zeszłego roku, charytatywna akcja sprzedaży pierniczków. Każdy pierniczek kosztuje dokładnie 1,50zł, a cały dochód zebrany podczas ich sprzedaży zostanie przekazany Fundacji Dr Clown oraz Fundacji Costa.

Kawiarnie So!coffee również przygotowały dla nas kilka miłych niespodzianek. Przede wszystkim nowe menu, w których znalazły się: karmelowo-orzechowa latte, piernikowa Chai Latte oraz rozgrzewająca zimowa herbata. Jak możecie zobaczyć na załączonym obrazku, So!coffee postanowiła też odświętnie ubrać swoje napoje, ale tym razem w czerwone, dziergane szaliczki i sweterki. Będzie można zdobyć je w konkursach na fanpagu oraz instagramie marki, a także odebrać przy zakupach bezpośrednio w kawiarniach.

W kawiarniach Starbucks jak zwykle kilka mniej lub bardziej znanych nowości: Gingerbread Latte, Toffee Nut Latte oraz Honey & Almond Hot Chocolate. Jestem pewna, że choć część z Was już skusiła się na któryś z tych smaków, więc proszę o opinie i  komentarze, żebym wiedziała na co najlepiej się wybrać ;)

Została nam jeszcze odrobinę mniej znana, ale bardzo lubiana kawiarnia Columbus Coffee. Tutaj możemy również spróbować Gingerbread Latte (pierniczki królują;), a także Raspberry Mocha, na którą muszę przyznać mam dużą ochotę. Niestety do kawiarni Columbus jest mi ostatnio wyjątkowo nie po drodze, ale kiedyś na pewno specjalnie nadrobię trochę drogi i wpadnę skosztować ich nowych kaw.

A Wy po którą kawę wybralibyście się najpierw? A może macie już swojego faworyta?:)

♥ Mili

Jesienne nowości w kawiarniach

Pogoda jeszcze nas rozpieszcza, ale powoli możemy już poczuć zbliżającą się wielkimi krokami jesień. Pewnie większość z nas nie jest z tego powodu najszczęśliwsza, ale z pomocą przychodzą nam nasze ulubione kawiarnie. Jesień to czas pysznych nowości w ich asortymencie, a co jak co, ale kawa przecież zawsze poprawi nam humor ;)

Costa Coffee i Coffee Heaven przygotowały tej jesieni kilka bardzo ciekawych propozycji. W sprzedaży znalazły się takie kawy jak:

- French Caramel Latte o delikatnym smaku słonego karmelu

- Cococino o egzotycznym aromacie orzechów kokosowych

- Castabella o smaku kasztanów

W ofercie znajdziemy też nowość, której koniecznie muszę spróbować – Cookie Pie, które wygląda baaardzo smakowicie.

So Coffee również nie pozostaje w tyle. Chociaż asortyment jesiennych kaw nie jest tak duży, to jest co wypróbowywać: French Caramel Latte (chyba jest modna w tym sezonie;) i Chocolate Chai Latte.

Columbus Coffee przygotował dla nas rozgrzewająca Chai Caramel Latte o aromacie pomarańczy i cynamonu oraz pistacjową gorącą czekoladę.

No i oczywiście moja ulubiona wiadomość! W większości kawiarni Starbucks zanotowano już powrót słynnej Pumpkin Spice Latte! Przecież jesień nie może się bez niej obyć ;)

A Wam propozycja której kawiarni najbardziej przypadła do gustu??  ;)

♥ Mili

The Immigrant – czy warto zobaczyć??

Na zakończenie weekendu majowego postanowiłam wybrać się do kina. Mój wybór padł na grany od niedawna film Imigrantka Jamesa Graya. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że w roli głównej obsadzono uwielbianą przeze mnie Marion Cotillar, francuską aktorkę znaną między innymi z roli Edith Piaf. Moją uwagą przyciągnęło też tło filmowej historii, czyli Nowy Jork w latach 20. Muszę też przyznać, że spotkałam się z wieloma bardzo skrajnymi opiniami na temat tego filmu, więc postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, o co w tym wszystkim chodzi.

Cała historia rozgrywa się w 1921. Do Nowego Jorku, miasta wielkich nadziei, przybywają tłumy ludzi z całego świata. Wśród nich są siostry polskiego pochodzenia, Ewa i Magda. Mają nadzieję na lepsze życie u boku wujostwa, które ma się nimi zająć w obcym kraju. Najpierw muszą jednak przejść selekcję na Wyspie Ellis, gdzie „wyłapywani” się wszyscy „niepełnowartościowi” imigranci. Okazuje się, że Magda jest chora na gruźlicę i zostaje poddana kwarantannie w pobliskim szpitalu. Do tego Ewa otrzymuje informację, że adres pod którym mieli mieszkać ciotka i wuj, nie istnieje. Dziewczyna jest zdezorientowana, bezbronna i bez żadnych pieniędzy. Nagle u jej boku pojawia się tajemniczy Bruno, który zabiera ją do domu, oferuje mieszkanie i pomóc. Mężczyzna, w zamian za obietnicę wyciągnięcia siostry ze szpitala na wyspie, wciąga Ewę w nowojorski półświatek brudnych interesów i prostytucji. Dziewczyna poznaje również kuzyna Bruna, Orlando, który zakochuje się w niej i próbuje wyciągnąć z tego środowiska. Losy tej trójki będą się jednak bardzo komplikować.

No i chyba już wiem, skąd te kontrowersje wokół filmu. Przedstawiono  w nim przecież historię Polki – kobietę lekkich obyczajów, biedną, bezbronną i do tego bardzo religijną. Już słyszę te okrzyki: same stereotypy! Szkoda, że ciągle mamy do siebie tak mało dystansu i nie potrafimy pogodzić się z naszą historią. W tamtych czasach prawdopodobnie bardzo wiele kobiet, Polek i nie tylko, bez grosza przy duszy wyemigrowało do Ameryki w poszukiwaniu szczęścia. Film więc w żaden sposób nie napiętnuje, ani nie stereotypizuje naszego narodu. Tyle w tym temacie.

Co do samego filmu, historia bardzo mi się podobała. Była ciekawie skonstruowana, przejmująca (niektórzy mówią, że „ckliwa”) i momentami trzymała w napięciu. Muszę jednak przyznać, że niektóre sceny bardzo mi się dłużyły, a cały film mógłby być krótszy przynajmniej o 20 min.

Marion Cotillard jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Należą się jej wielkie brawa za naukę i odegranie tak wielu kwestii w języku polskim. I choć my, Polacy, od razu słyszymy obcy akcent w głosie Ewy, to myślę że dla obcokrajowców będzie on bardzo realistyczny. Świetnie spisali się też pozostali aktorzy, a szczególnie Joaquin Phoenix, odtwórca roli Bruna.

W każdym filmie historycznym zwracam uwagę na kostiumy. Tutaj również bardzo mi się podobały. I chociaż nie jestem znawcą w tej dziedzinie, to wydaje mi się, że dość wiernie odzwierciedlały ubiór Nowojorczyków w tamtych czasach i dobrze oddawały klimat panujący na tamtejszych ulicach.

Czy polecam Wam ten film? Tak, jeżeli jesteście fanami Marion Cotillard. Tak, jeżeli kochacie Nowy Jork. Tak, jeżeli interesują Was przejmujące życiowe historie. Nie, jeżeli szukacie kina mocnych wrażeń, ciągłych zmian akcji i wartkich dialogów. Nie, jeżeli brak Wam dystansu do naszego narodu i historii.

 

♥  Mili

Goodbye Mr. 2013! – już rok za nami.

Niestety, jak to mówią – ” Święta, święta i po świętach” . I pomyśleć, że prawie miesiąc przygotowań, żeby ten magiczny czas minął tak niezauważenie szybko. Co prawda w domu dalej mamy choinki, wigilijne ozdoby i przysmaki… ale już tęsknimy za tym małym przedświątecznym rozgardiaszem. No cóż, tak czy siak, teraz należy przygotować się do Sylwestra i zabrać się za całoroczne podsumowania.

 Dokładnie rok temu – 28 grudnia 2012 roku rozpoczęłyśmy naszą blogową działalność, pojawił się pierwszy wpis na naszej stronie. Wtedy jeszcze zupełnie nie spodziewałyśmy się dokąd nas ta blogowo – kawowa przygoda zaprowadzi. A dziś czasem same nie dowierzamy, że mamy tylu czytelników, którzy nas wspierają i dzielnie śledzą nasze poczynania. Kawa od dawna była naszą pasją, ale od roku stała się również naszym uzależnieniem (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Towarzyszy nam na co dzień, a wszystko dobre, co nam przynosi od razu opisujemy tutaj, w tej pełnej aromatu kawy, internetowej przestrzeni.

 Czy ciekawi Was ile wydarzyło się w tej blogowej sferze w ciągu ostatnich 365 dni? Opublikowałyśmy tutaj 124 posty, odwiedziłyśmy wspólnie 11 kawiarń, które bardzo dokładnie zrecenzowałyśmy. Przygotowałyśmy dla Was 41 przepisów na słodkie ciasteczka i desery, oraz zaparzyłyśmy 17 różnych smakowych kaw.  Wspólnie zwiedziliśmy Nowy Jork, Londyn, Trójmiasto i Kraków. Otrzymałyśmy ponad 600 komentarzy i doliczyłyśmy się ponad 158 tysięcy wejść na bloga!

No i wypiłyśmy około 750 kaw! A ilość zdjęć stworzona do wpisów jest nie do zsumowania!!! :D

 

Poza tymi liczbowymi podsumowaniami musimy wspomnieć o warsztatach, na które otrzymałyśmy zaproszenia oraz festiwal kawy. Prócz tego nasza prężna facebookowa działalność również przynosi nam wiele powodów do dumy! Dlatego postanowiłyśmy dalej się rozwijać i zaistnieć na Instagramie, Pinterestcie, a nawet YouTubie, czego próbkę mieliście w ostatnim poście ;)

 

Ten rok był zarówno pracowity jak i pełen miłych niespodzianek. Mogłybyśmy go bardzo długo podsumowywać, w końcu miał on 525 600 minut, które można długo opisywać. Dlatego kończymy go z szerokim uśmiechem, pełne dumy i pasji. Mamy nadzieję, że kolejny będzie jeszcze lepszy, czego sobie i Wam szczerze życzymy!

Mili & Sara