Cafe Bombon, czyli espresso po hiszpańsku

Ostatnimi dniami pogoda zdecydowanie stara się udowodnić, że potrafi działać lepiej, niż melatonina podana dożylnie. Ciśnienie sprawia, że zaczynam bić istne życiowe rekordy w ilości wypitych codziennie kaw, a każdego ranka po przebudzeniu czuję świdrujący w głowie ból – nic przyjemnego.

Podobno największego „kopa” energii może dać tylko prawdziwa czarna kawa, bez żadnych zbędnych dodatków, najlepiej espresso. Niestety chyba nigdy nie będę w stanie przekonać się do tego rodzaju kawy (wiem, bluźnię;). Z chęcią wypróbowałam jednak przepis na espresso w wydaniu hiszpańskim, a dokładniej walenckim. Cafe Bombon to bardzo proste w przygotowaniu połączenie espresso i mleka skondensowanego w proporcjach 1:1. To prawdziwie zabójcza dawka słodkości, więc odrobinę zmodyfikowałam oryginalny przepis i zwiększyłam ilości kawy (1:2), a całość zwieńczyłam odrobiną mlecznej piany.

Wrażenia? Smaczne, ale tylko na wyjątkowo pochmurne i ciężkie dni. Mimo zwiększenia ilości kawy, cafe bombon pozostała bardzo słodka i teraz już wiem, że chyba tylko prawdziwi Hiszpanie są w stanie wypić ją w oryginalnej wersji. Mimo wszystko nie żałuję i może jeszcze kiedyś powtórzę to kawowe doświadczenie (ale wciąż czekam na spadek poziomu cukru we krwi;).

♥ Mili

Barcelona i churros con chocolate

Przez kilka dni na blogu panowała cisza, jak makiem zasiał… Przeprowadzałam małą rewolucję w swoim pokoju (pokochałam składanie ikeowskich mebli;) i nie starczało mi czasu, żeby porządnie zająć się tworzeniem nowego posta. Na szczęście pokojowe rewolucje mam już za sobą i w spokoju wracam w blogowe progi.

Już kilka razy wspominałam Wam, że Barcelona jest wymarzonym celem mojej podróży. Nie mam pojęcia, kiedy w końcu uda mi się go zrealizować, ale cały czas pilnie przygotowuję się do tej wyprawy, tym razem dzięki niedawno wydanej książce Katarzyny Wolnik-Very „Przystanek Barcelona”.

Na pierwszy rzut oka to tradycyjny przewodnik po stolicy Katalonii, ale tak naprawdę jest czymś znacznie więcej. Katarzyna Wolnik-Vera to Polka, która kilka lat temu przeprowadziła się do Barcelony i wyszła tam za mąż. „Przystanek Barcelona” opowiada o tym, jak powoli zagłębiała się w hiszpańską kulturę i poznawała to przepiękne miasto. Znajdziemy w nim wiele przydatnych informacji o zabytkach i architektonicznych „perełkach”, które koniecznie trzeba zobaczyć, ale też jeszcze bardziej przydatne ciekawostki na temat zwyczajów, usposobienia i kultury Hiszpanów.

To idealny przewodnik do zabrania ze sobą w podróż do Barcelony, ale też ciekawa lektura na długie jesienne wieczory. Niewielką wadą (a może zaletą?) książki jest szczegółowość zawartych w niej danych (np. ceny wejściówek i numery komunikacji miejskiej), które z czasem mogą ulegać dezaktualizacji. Mam jednak nadzieję, że autorzy zadbają o kolejne wydania.

A żeby umilić sobie lekturę i odrobinę poprawić humor w zimny, jesienny dzień, postanowiłam przygotować tradycyjny hiszpański przysmak, czyli churros con chocolate. Wyszły pysznie (choć niezbyt dietetycznie;), dlatego dzielę się z Wami przepisem.

Potrzebne składniki:

200 g mąki
100 g masła
4 jajka
szczypta soli
0,5 l oleju do smażenia
1 szklanka wody
200 ml śmietanki kremówki 30%
200 g czekolady gorzkiej

cukier waniliowy i cynamon

Przygotowanie:

W garnku zagotowujemy wodę z masłem i solą. Kiedy masło się roztopi dodajemy przesianą mąkę i energicznie mieszamy, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek i będzie miało jednolitą konsystencję (zupełnie jak w cieście ptysiowym). Zdejmujemy garnek z ognia i pozostawiamy masę do lekkiego przestygnięcia. W oddzielnym garnku zaczynamy już rozgrzewać olej do smażenia. Do masy wbijamy po jednym jajku i dokładnie miksujemy. Ciasto będzie gęste i odrobinę ciągnące. Przygotowanym ciastem wypełniamy rękaw cukierniczy (z falowaną końcówką). Do rozgrzanego oleju wyciskamy ok. 5 cm pałeczki i smażymy przez ok 1-2 min. Wyjmujemy na papier, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu, a następnie delikatnie obtaczamy w cukrze i cynamonie.

Do pełnego szczęścia potrzebna nam już tylko płynna czekolada. Śmietankę mocno podgrzewamy, następnie zdejmujemy z ognia i wrzucamy do niej pokruszoną czekoladę. Dokładnie mieszamy, aż czekolada się rozpuści, a całość zgęstnieje.

Maczamy churros w płynnej czekoladzie i myślami przenosimy się do słonecznej Barcelony…. ;)

♥ Mili

 

Barcelona, Barcelona…

Ostatnio nasz cykl o Miastach Marzeń został troszkę zaniedbany. To chyba dlatego, że pochłonęły nas inne blogowe sprawy, praca i studia. Ale im bliżej lata, tym częściej zaczynam rozmyślać o miejscach, które chciałabym odwiedzić. W wakacje moje myśli zazwyczaj kierują się ku Hiszpanii. To pewnie dlatego, że już raz miałam okazję wylegiwać się na na tamtejszych plażach, więc ciągnie mnie z powrotem.

Zakochałam się również w jednym z najpiękniejszych hiszpańskich miast – Barcelonie. Niestety dane mi było odwiedzić ją tylko na kartkach książek Zafona (więcej TUTAJ), więc mam nadzieję, że uda mi się jak najszybciej nadrobić zaległości. Kto wie, może nawet tego lata ;)

Barcelona słynie z wielu zabytków, które są obowiązkowym punktem na mapie każdego turysty. Przepiękna secesyjna świątynie Sagrada Familia, długa i tłoczna aleja La Rambla, miasto-ogród Park Güell, szczyt Tibidabo z przepiękną panoramą miasta, czy słynna rybacka dzielnica La Barceloneta. Zafon genialnie opisał to wszystko w swoich książkach. Mimo wszystko chciałabym przekonać się na własne oczy.

 

Podobno Barcelona „To miasto, [które] ma czarodziejską moc. Zanim się człowiek obejrzy wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę” (Cień Wiatru). I właśnie tego chciałabym doświadczyć wybierając się tam. Wszystkie zabytkowe i znane miejsca są oczywiście ważne, ale najważniejsze to poczuć wyjątkową atmosferę tego miasta. A tego nie uda nam się dokonać biegnąc w pośpiechu od jednego muzeum do drugiego. Bedąc w Barcelonie chciałabym powoli spacerować wąskimi uliczkami, oglądać wschód słońca nad miastem ze wzgórza Tibidabo, spróbować słynnych hiszpańskich churros con chocolate i kawy po hiszpańsku.

Wiecie, co jeszcze jest fantastyczne w tym mieście? Bliskość morza! To idealne połączenie tego, co uwielbiam: zgiełku dużego miasta i szumu fal. Chyba nie ma nic piękniejszego, niż możliwość „pogapienia” się w morze kiedy tylko przyjdzie nam ochota. Oj trochę się rozmarzyłam…

A może ktoś z Was miał już okazję odwiedzić Barcelonę i może polecić mi miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić? Liczę na Was! ;)

 

♥ Mili