Mały Paryż w centrum Poznania

W ostatni weekend udało mi się po raz pierwszy odwiedzić Poznań. Wszystko z powodu odbywającego się tam koncertu z cyklu „Męskie granie”. Wypad udał się w 100%. Dopisało towarzystwo, pogoda, zarezerwowany hostel i oczywiście muzyka. Szczerze polecam Wam wybrać się na jeden z takich koncertów. Odbędą się jeszcze w Chorzowie, Warszawie, Wrocławiu i Żywcu. Wprawdzie na każdej z imprez dobrany jest inny skład występujących artystów, ale jestem pewna, że każdy zaprezentuje się świetnie, a atmosfera będzie tak samo dobra, jak w Poznaniu.

Niestety nie udało mi się zbyt wiele zobaczyć, ale centrum Poznania wydało mi się przyjemne i ciekawie zagospodarowane. Sam koncert odbywał się w bardzo klimatycznym miejscu tzw. Starej Gazowni, a jedno z centrów handlowych znalazło swoje miejsce w poprzemysłowym zabytku – browarze.

 

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie odwiedziła jakiegoś nowego „kawowego” miejsca. Tym razem jednak już przez podróżą wypatrzyłam na facebooku jedno miejsce – Petit Paris. Moje przeczucie mnie nie zawiodło. Kawiarnio-piekarnia okazała się strzałem w dziesiątkę na dobre śniadanie.

Specjalnością Patit Paris jest pieczywo wypiekane na miejscu – od pszennych bułeczek po pełnoziarniste chleby, wliczając w to oczywiście wszystkie francuskie przysmaki, takie jak bagietki, croisanty czy kanapki Croque Madame i Croque Monsieur. Do tego duży wybór przepysznie wyglądających ciast i deserów, i oczywiście dobra kawa.

Zdecydowałam się na śniadanie petit paris, czyli koszyk różnego rodzaju pieczywa wraz z tacą domowych konfitur i kawą. Wszystko smakowało genialnie, więc znikło do ostatniego okruszka i ostatniego łyka kawy. Cena również okazała się przystępna – 15 zł . Na koniec jeszcze kęs pysznego ciasta marchewkowego i można było ruszać w drogę powrotną.

Jeżeli lubicie powolne, weekendowe (i nie tylko) śniadania, to zachęcam Was do odwiedzenia tego miejsca. Na pewno wyjdziecie zadowoleni.

Adres:

Stary Browar, poziom 0, lokal 10

♥ Mili

Coffitivity – jak odgłosy z kawiarni wpływają na naszą kreatywność

Okazuje się, że (poza darmowym WiFi) jest jeszcze jeden powód, dla którego warto wygodnie rozsiąść się w ulubionej kawiarni i poświecić pracy. Badania naukowców z Uniwersytetu British Columbia i Uniwersytetu Virginia wykazały, że odpowiednie stężenie hałasu (ok. 70 decybeli) pozytywnie wpływa na kreatywne myślenie. Taki właśnie poziom dźwięków możemy odnaleźć w kawiarniach.

Przeprowadzone eksperymenty wykazały, że bardzo trudno jest być kreatywnym w kompletnej ciszy, ale też (co wszyscy wiedzą), niemożliwym jest skupienie się na pracy w zbyt głośnym otoczeniu. Natomiast średnie natężenie dźwięków, które możemy odnaleźć właśnie w kawiarniach (odgłosy ekspresów do kawy, ciche rozmowy i delikatne szmery) doskonale oddziałują na abstrakcyjne myślenie.

A teraz niespodzianka! Wiadomo, że nie zawsze mamy możliwość przeniesienia swojego miejsca pracy/nauki właśnie do kawiarni. Żaden problem! Kilku młodych ludzi wymyśliło i stworzyło niesamowitą stronę internetową, dzięki której nasza kreatywność pozostanie na wysokim poziomi! COFFITIVITY.COM to strona, która dostarcza nam „ścieżkę dźwiękową” wprost z kawiarni. Mamy do wyboru kilka opcji „kawiarnianych odgłosów”:

  • MORNING MURMUR – delikatne dźwięki z porannych godzin
  • LUNCHTIME LOUNGE – dźwięki z pory lunchu
  • UNIVERSITY UNDERTONES – dźwięki z kawiarni na kampusie

Twórcy umożliwiają też ściągnięcie specjalnej aplikacji na telefon, która pozwoli nam cieszyć się tym wynalazkiem również poza domem. Szczerze zachęcam Was do odwiedzenia tej strony, bo to prawdziwa gratka dla wszystkich coffee-maniaków!

♥ Mili

Na gadce w „Gadce Szmatce”

Dzień zapowiadał się całkiem nieźle. Wyszło słońce, termometr wreszcie wskazywał dodatnią temperaturę… Nawet PKP nas tym razem nie zawiodło. Cel miałyśmy obrany i dzielnie ruszyłyśmy w poszukiwaniu numeru dwa na ulicy Pokornej w Warszawie. Z pozoru proste zadanie, okazało się  nie lada wyzwaniem, a dokładnie – obejściem na około wielkiego apartamentowca z mnóstwem pustych lokali. Już chciałyśmy spisać wyprawę na straty, gdy wyłoniła się przed nami tablica z propozycjami lunchy należąca do poszukiwanego lokalu. Zbawienny widok!!!

Ucieszone wkroczyłyśmy do Gadki Szmatki, kawiarnio-restauracji z ogromnym drzewem w środku i wiszącymi dwoma, hawajskimi hamakami. Wystrój robi wrażenie. Bardzo oryginalny pomysł, jednak warty dopracowania.

Miałyśmy ochotę na duże ciacho i kaloryczną Mochę, ale miejsce okazało się bardziej nastawione na lunche i drinki.

Postawione pod ścianą z powodu braku Mochi, zamówiłyśmy tradycyjną Latte, ciasto marchewkowe i i ciasteczko żurawinowe. Desery niestety nas rozczarowały – ich wybór był co najmniej ubogi… do świeżości też możnaby się przyczepić.

Za to kawa uratowała sytuację. Była smaczna, nie za mocna i kremowa, z estetycznym wzorkiem :)

Nie udało nam się pozostać „in cognito” :P , bo pan barista od razu rozpoznał w nas blogerki… no cóż, duża lufa w aparacie robi jednak swoje. :D

 

Podsumowując – „Gadka Szmatka” nie jest typową kawiarnią z ladą przepełnioną ciastami do wyboru i smakowymi kawami w menu. To raczej dobre miejsce na lunch, kawa jest tu raczej smacznym bonusem.

Mili & Sara