„Małżeństwo we troje” – lektura na wakacyjny dzień

Dam Wam chwilę odsapnąć od tych wszystkich słodkości z malinami i nie tylko. Jest niedziela, piękny słoneczny dzień – idealny na chwilę relaksu przed nowym tygodniem pracy. A jeśli relaks to oczywiście z książką, chłodną lemoniadą, na hamaku w ogrodzie…

Na promocji w Empiku udało mi się ostatnio dorwać książkę, którą już od dawna zamierzałam przeczytać. „Małżeństwo we troje” Erica Emmanuela Schmitta to zbiór krótkich, ale bardzo wciągających opowiadań. I chociaż ja najbardziej lubię książki, które mają kilkaset stron i przywiązują nas do siebie na dłuższy czas, to opowiadania Schmitta zawsze przypadają mi do gustu i są miłą odskocznią od moich „zwyczajnych” lektur.

Książka zawiera 5 opowiadań, a każde wciąga już od pierwszych linijek. Właściwie za każdym razem żałowałam, że dane opowiadanie tak szybko dobiega końca, bo chętnie pozostałabym dalej w świecie ich bohaterów. Wszystkie części, chociaż różnią się od siebie pod względem postaci, miejsc i wydarzeń, łączy niesamowite odzwierciedlenie ludzkich problemów, nieopanowanych emocji, skrytych myśli i nieprzewidywalnych zachowań.To charakterystyczne dla Schmitta i chyba najbardziej pociągające w jego opowiadaniach. Jak stwierdził sam autor, wszystkie opowiadania traktują też o miłości, ale w różnych jej postaciach. Jest miłość homoseksualna, miłość do zwierząt, miłość ukrywana przez lata, miłość wymuszona, na pokaz… Można by wymieniać bez końca. Za to właśnie cenione są jego książki – niezwykła różnorodność emocji, a zarazem ich spójność.

Czytaliście inne książki tego autora? Może macie jakieś ulubione w swoich biblioteczkach? ;)

♥ Mili

Carlos Ruiz Zafon, czyli lektura na wakacje

 Nadeszły wakacje, więc obowiązkowo zaczynam nadrabiać zaległości w czytaniu. Na półce czeka już nowa książka J.K. Rowling „Trafny wybór”. Jestem strasznie ciekawa, czy jest tak dobra, jak opinie, które o niej słyszałam. Zanim jednak zabiorę się za czytanie chciałabym polecić Wam książkę, w której zakochałam się kilka lat temu podczas wakacji w Hiszpanii.

Zabrałam wtedy ze sobą książkę, zupełnie mi nieznanego hiszpańskiego autora Carlosa Ruiza Zafona, „Cień wiatru”. Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron nie mogłam się od niej oderwać. Miałam ją ze sobą wszędzie: na plaży, w restauracji i w samochodzie. Co mnie w niej tak urzekło?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednym słowem.. Akcja powieści toczy się w drugiej połowie XX wieku w Barcelonie, ale w retrospekcjach pojawiają się też lata wcześniejsze. Głównym bohaterem jest młody chłopak, Daniel Sempere, który próbuje odkryć tajemnicę autora jednej z zapomnianych już, ale bardzo ważnych dla Daniela, książek. To tylko milionowa część tego, co znajdziecie w książce. Autor zawarł w niej wiele wątków, które ostatecznie się ze sobą wiążą i prowadzą do rozwiązania zagadki. Znajdzie się więc coś dla miłośników romansów, powieści kryminalnych, a nawet odrobinę fantasy.

Dzięki tej książce zakochałam się w Hiszpanii, a w szczególności w Barcelonie. I chociaż nigdy nie miałam okazji odwiedzić tego miasta to czuję, jakbym była tam stałym gościem. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się napisać coś więcej o tym przepięknym mieście ;)

 Polecam Wam też inne książki Zafona, takie jak „Gra Anioła” i „Więzień nieba”. Są idealną lekturą na wakacyjne miesiące! ;)

Mili