Komu w drogę, temu… kubek termiczny :)

Póki co pogoda jest dla nas łaskawa. Brak śniegu, dodatnie temperatury, a czasami nawet piękne słońce zachęcają do wychodzenia z domu, spacerów i generalnie jakichkolwiek aktywności na świeżym powietrzu. Mimo to mój wewnętrzny zegar biologiczny doskonale wie, jaką mamy porę roku i że lepiej to już w najbliższym czasie nie będzie… Co chwilę dopomina się więc o jakiś ciepły napój, który choć na chwilę podniesie temperaturę ciała o kilka stopni. Wszystko jest w porządku, kiedy jestem w domu i mogę po prostu zaparzyć sobie ulubioną kawę lub herbatę. Gorzej, kiedy muszę opuścić bezpieczny kąt i udać się w, bądź co bądź, chłodny świat. Z pomocą zawsze przychodzą mi wtedy kubki termiczne, które mają ratować mnie w najbardziej niesprzyjających warunkach pogodowych. Posiadam ich w domu całą kolekcję, bo niestety do tej pory nie udało mi się znaleźć idealnego. A idealny to dla mnie taki, który spełni trzy warunki: będzie długo utrzymywał ciepło napoju, będzie bardzo szczelny, no i oczywiście będzie ładnie wyglądał.Niby niewiele, a jednak…

Jakiś czas temu weszłam w posiadanie kubka termicznego marki CONTIGO, z nadzieją, że to właśnie TEN JEDYNY. Przede wszystkim, jak to z kobietami bywa, zachęcił mnie bardzo ładny wygląd. Minimalistyczny, w stonowanym kolorze, a jednocześnie elegancki i ładnie wykończony kubek okazał się produktem tzw. „pierwszem potrzeby”. Od razu chętniej wychodzi się z domu dzierżąc w ręku taki ładny przedmiot ;). Jeżeli natomiast potrzebujemy wolnych rąk, to spokojnie możemy wrzucić kubek Contigo do torebki lub plecaka. Mamy bowiem 100% pewność, że nasze rzeczy nie zostaną zalane brunatnymi planami z kawy lub herbaty – co zdarzało mi się już wielokrotnie. Całkowita szczelność tego kubka jest dla mnie największą zaletą. Jest on wyposażony w technologię AUTOSEAL, czyli blokadę uniemożliwiającą przypadkowe otwarcie. Do tej pory zawsze unikałam wrzucania kubka termicznego do torebki, w obawie o swoje rzeczy osobiste. Teraz ta obawa całkowicie znikła.

Jeżeli chodzi o długość utrzymywania temperatury napoju, to producent obiecuje, że kubek zachowa ciepło prze 4 godziny oraz zimno aż przez 12 godzin. Faktycznie przez pierwsze 2 godziny napój pozostaje gorący, a następnie stopniowo traci na temperaturze i pozostaje „letni” nawet 3 godziny. To całkiem przyzwoity wynik, chociaż oczekiwałam odrobinę dłuższego czasu utrzymywania ciepła. Jesienią, przy lekko dodatnich temperaturach, kubek sprawdza się idealnie, zobaczymy jednak, jak poradzi sobie zimą.

I na koniec jeszcze jednak zaleta. Kubek Contigo bardzo łatwo utrzymać w czystości. Do tej pory miałam problem z wyczyszczeniem swoich „termosów”. Niektórych nie można było być w zmywarce, inne łapały nieładny brunatny „nalot”, którego nie dało się wyczyścić z trudno dostępnych miejsc. Kubek Contigo nie zawiera żadnych zakamarków, żadnych zamkniętych przestrzeni oraz żadnych luźnych części, które łatwo zgubić. Po odkręceniu wszystko wkładamy do zmywarki lub myjemy pod bieżącą wodą.

Kubki Contigo możecie zakupić na stronie sklepu konesso.pl. Dostępne są w różnych rozmiarach i wersjach kolorystycznych. Ich cena waha się w granicach 100-150 zł. Mój model to  PINNACLE 300 ml w kolorze LATTE (jakżeby inaczej;).

♥ Mili

Latte gruszka z wanilią

Pogoda daje nam w kość. Słońce właściwie ostatnio wcale nie wychodzi zza chmur, a temperatura coraz mniej sprzyja spacerom. Gdyby nie to, że w perspektywie są Święta Bożego Narodzenia, już dawno dopadłaby mnie jesienno-zimowa chandra. Bronię się jednak jak mogę, a najlepszym rozweselaczem jest oczywiście kawa. Ta jesienna musi być słodka i pachnąca, bo nic tak nie zwiększa ilości endorfin we krwi, jak porządna dawka cukru! ;D

Potrzebne składniki:

1 szklanka wody

1 szklanka cukru

1 duża, twarda gruszka

pół laski wanilii

1 łyżeczka soku z cytryny

bita śmietana i czekolada do dekoracji

Przygotowanie:

Syrop gruszkowy jest bajecznie prosty w przygotowaniu. W garnku doprowadzamy do wrzenia wodę z dodatkiem cukru. Dodajemy obraną, pozbawioną gniazd nasienny i pokrojoną na ćwiartki gruszkę, laskę wanilii oraz sok z cytryny. Gotujemy ok. pół godziny (gruszka musi być miękka) i odstawiamy do ostygnięcia najlepiej na całą noc. Po tym czasie wyjmujemy kawałki gruszki (absolutnie jej nie wyrzucajcie! jest pyszna!), a gotowy syrop przelewamy do zamkniętego naczynia. Syrop podajemy z ulubioną kawą, w towarzystwie bitej śmietany i gorzkiej czekolady.

Po takiej dawce słodkości macie gwarancję dobrego nastroju przez co najmniej kilka godzin! A na dokładkę zdjęcie zza kulis – popłynęło…. ;)

♥ Mili

Dyniowa latte na jesienne chłody

Na jesienną chandrę najlepsza jest oczywiście dyniowa kawa! Ta oryginalna, ze Starbucksa, miała swoją tegoroczną premierę już jakiś czas temu. W tym roku jest jednak baaaardzo słodka i zdecydowanie wymaga drobnych modyfikacji przy zamówieniu (warto prosić o połowę porcji syropu). Zdecydowałam się więc przygotować domową wersję, którą będziemy mogli cieszyć się cały rok, oczywiście przy odpowiednich zapasach pure dyniowego. Do dzieła więc, bo KAWA SAMA SIĘ NIE ZROBI ;)

Potrzebne składniki:

pół łyżki serka mascarpone

2 łyżki pure dyniowego

1/2 łyżeczki cynamonu

szczypta imbiru, kardamonu i gałki muszkatałowej

1 łyżka miodu

1/4 laski wanilii

1 shot espresso lub 50 ml mocnej kawy

200 ml mleka

Przygotowanie:

Zaczynamy od zeskrobania ziarenek z 1/4 laski wanilii i połączenia ich z łyżką miodu oraz pozostałymi przyprawami.  Następnie w misce mieszamy serek mascarpone i pure z dyni, po czym dodajemy do nich miód z przyprawami. Tak przygotowaną mieszankę wykładami na dno szklanki. Dolewamy spienionego mleka, a następnie kawy. Można udekorować bitą śmietaną i posypać z wierzchu dodatkową porcją cynamonu, ale ja zdecydowanie wolę taką „oszczędną” wersję. Przed wypiciem oczywiście mieszamy.

♥ Mili

Jesienna śliwkowa latte

Mimo ciągle sprzyjających warunków pogodowych, czuję już na karku oddech zbliżającej się jesieni. Staram się jak mogę wykorzystać wszystkie cieplejsze dni i złapać wszystkie, wciąż gorące, promienie słońca. Wieczory jednak bywają już chłodne, a ja coraz częściej myślę o wyciągnięciu z szafy ulubionego, miękkiego koca.  Ten jesienny nastrój sprzyja obmyślaniu nowych smaków, już bardziej rozgrzewających, niż orzeźwiających kaw, które będą mi towarzyszyć w nadchodzących miesiącach. Na pierwszy ogień poszły pyszne śliwki, a raczej przygotowane przez moją babcię powidła. Ale żeby nie było nudno, połączyłam je ze słodko-gorzką mieszanką miodu i pasty tahini. Koniecznie musicie tego spróbować!

Potrzebne składniki (na 1 kawę):

50 ml mocnej kawy lub shot espresso

200 ml mleka

1 łyżka powideł śliwkowych (najlepiej lekko kwaskowych)

1 łyżeczka miodu

1 łyżeczka pasty tahini

cynamon

Przygotowanie:

Zaczynamy od zaparzenia mocnej kawy oraz podgrzania i spienienia mleka. Następnie na dno szklanki wykładamy łyżkę powideł śliwkowych. Na nich układamy mieszankę miodu i pasty tahini. Delikatnie dodajemy spienione mleko, pozostawiając odpowiednią ilość miejsca dla kawy, którą wlewamy cienkim strumieniem tak, by utworzyły się ładne warstwy. Dekorujemy szczyptą cynamonu.

♥ Mili

Brzoskwiniowa kawa mrożona

Nie ma mowy! Nie wezmę do ust niczego, co swoją temperaturą przekracza 0°C… Nawet, jeżeli jest to moja ukochana kawa! Ostatnie upały dają się już chyba wszystkim mocno we znaki, więc na ratunek przychodzi jedynie kawa mrożona (whatever, cokolwiek mrożonego… ). Żeby nie było nudno, trzeba sobie życie urozmaić i ja właśnie eksperymentuje z zimnymi kawami. Tak, jak wspomniałam we wcześniejszym wpisie, w moim ogródku trwa sezon na brzoskwinie, dlaczego by więc nie spróbować? ;)

Potrzebne składniki:

3-4 dojrzałe brzoskwinie

1 łyżka miodu

kilka gałek lodów waniliowych

200-250 ml kawy

Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania brzoskwiniowych  kostek lodu. Owoce miksujemy na gładki mus i zamrażamy w foremce do kostek lodu. Następnie zaparzamy dobrą, mocną kawę, słodzimy miodem i pozostawiamy do ostygnięcia. Do zimnej kawy wrzucamy kilka brzoskwiniowych kostek lodu i kilka gałek lodów waniliowych. Przed wypiciem mieszamy.

Idealnie schłodzona kawa potrafi zdziałać cuda…. ;)

Buziaki,

♥ Mili

Lawendowo-kokosowa kawa mrożona

Przyszła pora na obiecany Wam przepis! Lawendowo-kokosowa mrożona latte to kawa dla prawdziwych smakoszy. Połączenie tych dwóch smaków jest nieoczywiste, ale według mnie pyszne, dlatego nie będę się dziś długo rozpisywać – niech zdjęcia mówią same za siebie :)

Potrzebne składniki:

kilka kawowych kostek lodu (przepis TUTAJ)

ok. 50 ml mocnej, schłodzonej kawy

200 ml mleczka kokosowego

syrop lawendowy (przygotowanie poniżej)

 

Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania prostego syropu lawendowego. W garnuszku łączymy pół szklanki brązowego cukru, pół szklanki wody i łyżkę suszonej lawendy. Gotujemy, aż cukier się rozpuści, odstawiamy do ostygnięcia. Przecedzamy, pozbywając się kawałeczków lawendy.

Na dno ulubionej szklanki wlewamy syrop – ilość zależy od tego, jak słodką kawę lubimy. Następnie wlewamy zimną kawę i wrzucamy sporą ilość kawowych kostek lodu – dzięki nim nasza kawa nie stanie się wodnista, jak w przypadku zwykłych kostek lodu. Całość dopełniamy schłodzonym mlekiem kokosowym. Przed wypiciem czekamy chwilę, aż kawowe kostki lodu zaczną się rozpuszczać.

Mam nadzieję, że tych kilka upalnych dni, które właśnie serwuje nam pogoda, skłonią Was do wypróbowania tego przepisu. Koniecznie dajcie znać, czy to Wasze smaki! ;)

♥ Mili

Lawendowa latte z syropem klonowym

Coraz dłuższe i cieplejsze dni zobowiązują, dlatego na wiosnę postanowiłam odrobinę poeksperymentować i przygotować aromatyczną kawę z dodatkiem… KWIATÓW! Tak, tak… dobrze widzicie. Na pierwszy ogień poszła lawenda (tylko ją udało mi się od ręki dostać w pobliskim sklepie zielarskim), ale w planach mam również inne znane roślinki ;)

Lawenda nadaje kawie cudownego, kwiatowego aromatu, który działa uspokajająco i łagodzi napięcia nerwowe. Napar z lawendy łagodzi również dolegliwości pokarmowe i wspomaga układ trawienny. Nie pozostało Wam więc nic innego, jak zaopatrzyć się w odrobinę tego suszonego kwiatu, a potem delektować pyszną kawą z jego dodatkiem ;)

Potrzebne składniki (na 1 porcję):

50 ml mocnej kawy

200 ml mleka

1 łyżeczka suszonej lawendy

syrop klonowy (do smaku)

Przygotowanie:

Mleko wlewamy do garnuszka, dodajemy suszoną lawendę i podgrzewamy na wolnym ogniu. Kiedy będzie już mocno ciepłe (ok. 70 stopni Celsjusza) odcedzamy kwiaty, a mleko spieniamy. Na dno szklanki wlewamy syrop klonowy (ja użyłam 1 łyżki syropu). Następnie dopełniamy kawą i uzupełniamy spienionym mlekiem. Przed wypiciem mieszamy.

♥ Mili

Tropical Latte, czyli kawa z daktylami

Oj, dawno nie pojawił się na blogu żaden przepis na kawę… Na szczęście w końcu zebrałam się w sobie i udało mi się przygotować dla Was kolejną kawową inspirację. Daktyle i banany to połączenie iście tropikalne, baaaardzo słodkie i pewnie dość kaloryczne. W smaku i konsystencji całość przypomina natomiast kawowe smoothie i na pewno będzie ciekawą odskocznią od tradycyjnej porannej latte. Spróbujcie i dajcie znać, czy jesteście na TAK ;)

Potrzebne składniki (na 1 porcję):

8 suszonych daktyli

1/2 banana

2 łyżki wody

50 ml mocnej kawy

200 ml mleka

cynamon

Przygotowanie:

Daktyle i banana siekamy na drobne kawałki, a następnie blendujemy razem z dodatkiem wody na gładką, puszystą masę. Następnie zaparzamy kawę i spieniamy ciepłe mleko. Na dno szklanki wykładamy daktylowo-bananowy krem, dopełniamy kawą i mlekiem, posypujemy cynamonem. Przed wypiciem dokładnie mieszamy.

♥ Mili

Hello December! – kasztanowa latte

W końcu nastał tak długo wyczekiwany grudzień! Mogę ze spokojem sumienia podkręcić głośność słuchając Michaela Bubble, zawiesić w oknach lampki i zacząć planować świąteczne przepisy. Uwielbiam ten czas w roku… Oczekiwanie na kilka magicznych dni jest chyba największą przyjemnością, bo kiedy już nadejdą, miną w mgnieniu oka.

Dziś przygotował dla Was obiecaną latte z kasztanami. Udało mi się ostatnio dorwać kilogram tego przysmaku w supermarkecie. Podobno są najlepsze właśnie w listopadzie, grudniu i styczniu, więc to dobry moment na spróbowanie ich. A jeżeli nawet nie znajdziecie kasztanów na wagę, to na pewno uda Wam się kupić pure kasztanowe, które staje się już coraz popularniejsze w naszym w kraju. Przygotowując taką kasztanową kawę dla Waszych świątecznych gości, na pewno zaskoczycie ich ciekawym smakiem :)

Potrzebne składniki (na  1 kawę):

1 shot espresso lub 50 ml mocnej kawy

200 ml mleka

20 g białej czekolady

1 duża łyżka pure kasztanowego niesłodzonego

Przygotowanie:

Jeżeli kupicie gotowe pure kasztanowe, to pracy jest niewiele. Jeżeli natomiast uda się Wam dostać świeże kasztany, to musicie poddać je odpowiedniej obróbce. Ja skorzystałam z przepisu ze strony Doradca Smaku. Tak przygotowanie pure można przechowywać w lodówce kilka dni.

Białą czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej (w misce nad parującą wodą). Kiedy czekolada będzie już płynna dodajemy pure kasztanowe i dokładnie mieszamy, aż składniki się połączą. Taki „krem” wykładamy na dno szklanki. Dolewamy kawy oraz spienionego mleka. Gotowe! Przed wypiciem dokładnie mieszamy.

♥ Mili

W Świątecznym klimacie – marcepanowa latte

Z góry bardzo przepraszam wszystkich wrażliwszych czytelników bloga. Ja wiem, że to dopiero środek listopada, Boże Narodzenie za ponad miesiąc, a do tego nie widać nawet krzty śniegu na horyzoncie. Niestety dziś zwyciężyła we mnie, silnie hamowana do tej pory, miłość do Świąt. Zapach marcepanowej kawy rozchodzący się po całym domu wpłynął na mnie tak mocno, że  nawet pisząc tego posta słucham świątecznej płyty Michaela Bubble (sic!). Obiecuję jednak, że poza tym małym wyjątkiem, wstrzymam się przynajmniej do grudnia z zasypywaniem Was przepisami i zdjęciami w bożonarodzeniowym klimacie.

A ten mały wyjątek zrobię właśnie dla marcepanowej kawy, która jest tak pyszna i tak dobrze wpisuje się w zimowo/świąteczny nastrój, że po prostu musiałam sfotografować ją w takiej scenerii. Nie przepadam za marcepanem jako takim, ale  w postaci dodatku do różnych rzeczy sprawdza się doskonale. Pamiętam, że w zeszłe Święta razem z mamą przygotowałam pyszny warkocz drożdżowy z nadzieniem marcepanowym. Gotową masę marcepanową możemy z łatwością dostać teraz w sklepach (np. Lidl), więc zachęcam Was do przygotowania tej kawy. Jest pyszna! ;)

Potrzebne składniki (na 1 dużą kawę):

50 ml mocnej kawy lub 1 shot espresso

250 ml mleka

50 g marcepanu

kawałek białej czekolady

garść płatków migdałów

Przygotowanie:

Zaczynamy od uprażenia na patelni płatków migdałów, aż staną się złociste. Następnie na grubej tarce ścieramy kawałek czekolady. W rondelku podgrzewamy mleko razem z małymi kawałkami marcepanu i dokładnie mieszamy, aż marcepan połączy się z mlekiem. Do szklanki wlewamy kawę, a następnie dolewamy marcepanowego mleka. Możemy jeszcze dodać „czapeczkę” ze spienionego mleka. Dekorujemy prażonymi migdałami i posypujemy kawałkami białej czekolady. Gotowe!

♥ Mili