Przeciwieństwa się przyciągają? – D.Nicholls „My”

Pogoda dopisuje! Boskie, cudowne lato powoli zaczyna przypominać to z moich marzeń. Jak wszystko, ma to swoje wady i zalety… Zdecydowanie bowiem pogoda nie sprzyja kolejnym próbom powstawania wyczekiwanej pracy magisterskiej (czy cokolwiek temu sprzyja?!). Zamiast więc skupiać się na tym, żeby w końcu skończyć studia, beztrosko oddaje się błogiemu lenistwu z niezbyt naukową literaturą w ręku. Urządzam krótkie wycieczki rowerowe na pobliską łąkę, gdzie razem z zimną kawą w nowym kubku ( 
http://witeks.pl/
) pochłaniam kolejne kartki nowej powieści Davida Nichollsa.

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Douglas Petersen, flegmatyczny, poważny i do bólu praktyczny naukowiec, dowiaduje się, że jego żona Connie nie czuje się już szczęśliwa w ich małżeństwie i chce od niego odejść. Nadchodzące rozstanie zbiega się w czasie z wyjazdem ich syna Albiego, który rozpoczyna studia w innym mieście. Douglas i Albie różnią się od siebie tak bardzo, że mimo łączącej ich miłości nie potrafią ze sobą rozmawiać, ani wzajemnie się zrozumieć. Ojciec, przerażony wizją rozpadu rodziny, bez której nie wyobraża sobie życia, planuje ich ostatnie wakacje – objazdową wycieczkę po miastach Europy. Oprócz planów zwiedzania, Douglas ma więc też plany odzyskania względów żony i syna. Nie wszystko jednak toczy się tak, jakby tego chciał. Niepokorny Albie znika bez śladu w jednym z miast na trasie, a Douglas postanawia za wszelką cenę go odnaleźć, odzyskując tym samym miłość Connie. Czy mu się uda?

Z pozoru prosta opowieść okazała się wypełniona mądrymi słowami na temat życia, a zwłaszcza małżeństwa. Douglas i Connie to bohaterowie całkowicie od siebie różni, można by nawet powiedzieć, że kontrastowi. Ona – niepokorna artystka, spontaniczna i kochająca życie, on – wycofany, zamknięty w swoim świecie biochemik, ceniący ponad wszystko poczucie bezpieczeństwa. Mimo dzielącej ich przepaście zakochali się w sobie, wzajemnie wspierali i szanowali świat drugiej strony. Tak zakochanie przerodziło się w miłość, a miłość w małżeństwo i rodzinę, która wydawała się idealnie funkcjonować. Okazuje się jednak, że do pełni szczęścia brakuje wiele, zwłaszcza po 25 latach wspólnego życia. Różnice w charakterach Connie i Douglasa są tak duże, że nawet łączące ich uczucie nie jest w stanie zapełnić tej pustki. Książka bezbłędnie ukazuje, jak trudno zbudować trwały i silny związek. Wielka miłość przegrywa, jeżeli nie łączą nas pasje, nie rozumiemy swoich upodobań i nie szanujemy świata tej drugiej połówki.

Szczerze polecam Wam sięgnąć po tę książkę. Mimo dość poważnej i skłaniającej do refleksji tematyki, napisana jest lekko i zabawnie, a całość czyta się właściwie jednym tchem. To idealna lektura na plażę, ławkę w parku czy ogrodowy leżak. Nie będziecie się nudzić :)

♥ Mili