Pozdrawiam serdecznie Gdański Sopot z Gdyni! – czyli 3miasto love

Do morza zawsze miałam sentyment, który zawdzięczam beztroskim wakacjom z czasów dzieciństwa. Pomorze stanowiło dla mnie inny świat. Taką, krainę wolności, radości. Kojarzyło mi się z prostotą, dziecinnymi zabawami i tajemniczością. Dlaczego tajemniczością? Bo ten wielki, naturalny,solny basen na pewno skrywa na dnie nie jeden sekret. A dowodem na to są posztormowe plaże, pełne rozmaitych przedmiotów, kamieni, muszli, bursztynów, wyrzuconych na brzeg przez wzburzone fale morskie.

Ostatnimi czasy miałam bardzo długą przerwę w nadmorskich wizytach. Już w liceum miewałam wyjątkowo kreatywne pomysły na spędzanie wakacji z dala od wyjazdów nad morze. Potem, wiadomo, matura, studenckie życie, które trochę mną zawirowało. Tak naprawdę dopiero w ostatnie wakacje odnalazłam się na nowo,a zgoła bardzo spontaniczny wypad do Trójmiasta dosłownie rozkroił mi serce na pół i napełnił bałtycką pianą morską. ( Jakież piękne, poetyckie zdanie!) Nie tylko spędziłam tam niesamowity weekend, ale też zakochałam się w nim na nowo. Przez trzy, bardzo intensywne dni mojego pobytu tam, zachłysnęłam się morskimi barwami, piaszczystymi plażami, słońcem i podejrzanie dopisującym mi szczęściem. Wiecie jak to bywa z wakacjami nad Bałtykiem… deszcz, zimno, sztormy… a tymczasem mimo złej prognozy pogody, zaskoczyły mnie przyjemne promienie słoneczne, ciepełko i całkowity brak opadów.

SECRET

Tak, to właśnie tamten wyjazd do tej pory uważałam za najbardziej spontaniczny i nie zaplanowany. Jednak to co odstawiłam dwa miesiące temu zdecydowanie przebiło mój wakacyjny zew przygody. No cóż, zaczynam wierzyć, w to, że miłość potrafi ludziom całkowicie zawrócić w głowie… chodzi mi oczywiście o moją miłość do 3miasta:P

Tak po prostu bez zastanowienia, kupiłam bilet i pojechałam. Gdybyście widzieli miny znajomych i rodziny na wieść o tym, że jadę nad morze i to sama. Po co? Dlaczego sama? – Porobić zdjęcia i zobaczyć morze zimą. – odpowiadałam. Jedni nie dopytywali, stwierdzając, że oszalałam, inni doszukiwali się drugiego dna. Tymczasem ja, pełna szczęścia, ale i delikatnego stresu zmierzałam już do Gdańska.

Tak naprawdę nie potrafię powiedzieć, czemu jest to moje miejsce marzeń. Ale będąc tam, za każdym razem czuję się jak u siebie. W Trójmieście nic nie jest mi straszne i wszystko wydaje się możliwe:D DOSŁOWNIE! Żebyście wiedzieli co ja tam odstawiałam!  W dodatku z tym miejscem wiążą się same dobre wspomnienia, tam łapie mnie wena na dziwne przedsięwzięcia, tam mogę odetchnąć i oderwać się od codzienności. Tam właśnie, gdzieś wśród piaszczystych wydm, zakopałam swoje serce i mam przeczucie, że jeszcze długo tam zostanie! Po prostu Kocham to miejsce. Muszę przyznać, że na moją miłość mają wpływ jeszcze dwa zewnętrzne czynniki:P ale one również wywołują uśmiech na mojej twarzy, a chyba to jest najważniejsze! Ach i jeszcze jedno! Tam nawet kawa smakuje jeszcze lepiej!!!! :D

oddana Trójmiastu – sara

Miasta marzeń

Na pewno każdy z was ma takie miejsce na Ziemi, gdzie chciałby być chociaż raz w życiu, gdzie spędzenie chociaż jednego dnia byłoby spełnieniem największych marzeń. My mamy takich miejsc bardzo dużo. Właściwie chodzi o miasta, miasta w najróżniejszych zakątkach globu, miasta bardzo znane oraz znane trochę mniej, małe i duże. Tam chciałybyśmy delektować się pyszną latte siedząc w kawiarni, przyglądając się wszystkiemu wkoło i zapamiętując każdy mały szczegół.

Kilka z takich marzeń już się spełniło (i na pewno podzielimy się z wami wrażeniami), ale zdecydowana większość ciągle czeka na realizację. Dlatego rozpoczynamy nowy cykl postów poświęconych „miastom marzeń”. Będziemy wam przybliżać miejsca, które są dla nas wyjątkowe, o których śnimy dniami i nocami, w których byłyśmy i zamierzamy być. Oczywiście zachęcamy was do dzielenia się z nami waszymi „miastami marzeń” oraz relacjami z odbytych podróży. Na dobry początek prezentacja kilku fotografii zapowiadających tematykę kolejnych postów z  tego cyklu.

Odgadniecie wszystkie miasta znajdujące się na fotografiach? ;)  

A więc do dzieła!

Mili