LONDYN – stolica artystów.

Ileż tu kurzu! Zdecydowanie trzeba odświeżyć zagadnienie ” Miasta marzeń„. Jeszcze sobie pomyślicie, że nie mamy więcej miejsc, które marzymy, żeby odwiedzić! Nadeszła pora na kolejną zagraniczną stolicę, o której śnimy po nocach – LONDYN!

Czemu akurat brytyjska stolica? Po pierwsze dlatego, że miałam już okazję zwiedzić to miejsce i od razu się w nim zakochałam. Choć było to dwa lata temu to wciąż wspominam ten niezapomniany tygodniowy pobyt w sercu Anglii. Po drugie jest to ogromne miasto o niewiarygodnie artystycznej atmosferze. Galerie, wystawy, uliczni artyści , uliczne spektakle i wystąpienia, tancerze, wokaliści, malarze, to wszystko wypełnia londyńskie ulice. Co więcej Londyn to miejsce, gdzie można poznać wielu wspaniałych ludzi.

Jak już wspominałam, udało mi się zrealizować marzenie wyjazdu do Londynu.          Dwa lata temu wyjechałam tam na 7-dniowe warsztaty taneczne. Mojego zachwytu nie da się opisać słowami. Byłam w swoim żywiole, za dnia szkoliłam się tanecznie, kipiąc niezliczoną ilością energii i chłonąc wiedzę od najlepszych instruktorów tańca w Europie. Dziennie około 5-6 godzin spędzałam w najpopularniejszej szkole tańca – Pineapple Dance Studio. Szkoła jest ogromna, piętrowa, ma około 15 sal tanecznych i przepełniona jest zdolnymi tancerzami i trenerami. Jako, że studio mieści się w sercu stolicy, organizowane są tam castingi do londyńskich musicali. Miałam okazję obserwować jeden z takich castingów, nawet chciałam w nim wziąć udział, żeby zobaczyć jak to naprawdę wygląda :D

Po treningach, wieczory poświęcałam zwiedzaniu Londynu. Big Ben, Tower Bridge, muzea, Buckingham Palace, Trafalgar Square, Tower of London, Soho, no i nieszczęsne London Eye… Czemu nieszczęsne? No cóż… tutaj dał o sobie znać pech, który często mi towarzyszy :P Przez 7 dni, kiedy to akurat byłam w Londynie trwał REMONT London Eye, miał się skończyć dokładnie w dniu mojego wylotu do Polski :P Przynajmniej mam motywację, żeby ponownie lecieć do Londynu!

Co jeszcze zachwyciło mnie, poza wspaniałą architekturą? Ta artystyczna część miasta. Niemal za każdym rogiem kryły się stoiska ulicznych artystów. Liczne perfomance. Śmieszne, zachwycające, niektóre nawet mrożące krew w żyłach, ale wszystkie na zawodowym poziomie! No i umiejąca się zachować publiczność, która nie odchodziła z widowni bez pozostawienia drobnych pieniędzy w wystawionych kapeluszach.

No poza tym oczywiście londyńskie metro, które ma w zanadrzu kilka niespodzianek… jedną z nich była stacja metra, która jest niezłym wyzwaniem! Podczas pierwszej podróży metrem, wysiadłam z pociągu i pognałam za tłumem, by jak najszybciej wydostać się z podziemia. Ku mojemu zdziwieniu, wszyscy ustawili się w ogromnej kolejce do dwóch wind. Z chytrym uśmieszkiem popędziłam do schodów, zadowolona ze swojej przebiegłości zaczęłam wspinać się w górę. Szybko zrozumiałam, czemu pasażerowie wybrali windę. Zajęło mi sporo czasu zanim dałam radę wspiąć się na górę, pokonując niezliczoną ilość stopni. Zakwasy gwarantowane!

Jeśli chodzi o tę znaną londyńską pogodę, to w tej kwestii dopisało mi szczęście. Przez cały tydzień nie spotkała mnie ani jedna ulewa! A nawet towarzyszyło mi słońce. Choć był środek zimy temperatury w brytyjskiej stolicy utrzymywały się dość wysoko. Dowodem było to, że prawie cały dzień można było chodzić jedynie w ciepłej bluzie. Tak więc na nic nie zdały się ciepłe swetry, kożuch, zimowe buty i wełniane czapy, które to zabrały najwięcej miejsca w walizce:P

I oczywiście temat dla nas najważniejszy! KAWA! Bo przecież bez nie przeżyłabym ani dnia w Londynie. Dlatego próbowałam kawy w różnych miejscach. Górowała Latte, ale oczywiście jak można być w Anglii nie próbując herbaty?! Jako, że lubimy eksperymentować i to bardzo :D Spróbowałam herbaty z mlekiem, pierwszy i … ostatni raz. To zdecydowanie nie jest smak dla mnie:P Była to jedyna przygoda z herbatą w Londynie.

Ale wracając do kawy, naprawdę smakuje inaczej kosztowana przy Big Benie, lub w drodze na zajęcia pośród londyńskich, malowniczych uliczek.

Dla mnie tydzień w Londynie to wystarczająco by skraść jej serce, ale za mało by móc się nim nacieszyć. Dlatego wciąż mamy nadzieję, że pojedziemy tam, ale tym razem obie! Wtedy przygotujemy Wam wspaniałe recenzje kaw, herbat, kawiarni i wszystkiego co tylko da się opisać. A i na pewno nie zabraknie zdjęć panoramy z London Eye! :)

Już na sam koniec filmik podsumowujący taneczną podróż do Londynu. Jak to mówią: stary,ale jary! :D

Sara

 

Once upon a time in New York

Tak jak obiecałyśmy chcemy przedstawić Wam jedno z miejsc, o których od dawna marzymy. Jak sam tytuł wskazuje jest to Nowy Jork – miasto marzeń. Wiemy, że nie jest to najoryginalniejszy cel podróży, mimo to przyciąga nas ten „American Dream” ;)

Zastanawiacie się zapewne, co takiego ma w sobie to miasto…? Nie mamy pojęcia. To ta aura, klimat i w ogóle:D wiecie o co chodzi… Broadway, żółte taksówki, kawa w papierowych kubkach sprzedawana na ulicy, Empire State Building, zatłoczone przecznice, wielkie, kolorowe billboardy  i ten cały Manhattan. Chyba już całkiem zawróciło nam w głowie to Gossip Girl. Od razu przypominamy sobie, jak chciałyśmy zorganizować brunch z okazji urodzin Mili :D Ridiculous, huh?:D

Często zastanawiamy się, jakby to było się tam urodzić… życie w takim mieście musi kompletnie różnić się od naszej codzienności. Dla nas to jakby zupełnie inny świat, kolorowy, energiczny i pełen przystojnych mężczyzn… no i ogólnie fajnych ludzi :P

Pewnie trochę się zapędziłyśmy w tym wyidealizowanym wyobrażeniu. Na pewno życie tam nie jest takie proste i piękne, ani żywcem wyrwane z naszych ulubionych seriali, które bardziej przypominają bajkę, niż rzeczywistość. Mimo wszystko pragniemy odwiedzić to miejsce, by móc na własnej skórze przekonać się, które z legend krążących na temat tego miasta są prawdziwe.

Trzymajcie kciuki, żeby udało nam się kiedyś zrealizować to jedno z naszych wspólnych marzeń. Jak wiecie, nie jest to takie proste. Ale przecież trzeba wierzyć w moc marzeń!

xoxo

Mili&Sara from Upper East Side xD