Cold Brew – o co chodzi?

Ostatnie upały nie zniechęciły mnie do sięgania po ulubioną filiżankę gorącej kawy o poranku. Jednak już w ciągu dnia niemożliwym wydawało mi się wypicie choćby odrobiny ciepłego napoju. W tym przypadku ratunkiem wydaje się kawa mrożona, przygotowywana w tradycyjny sposób poprzez zaparzenie espresso, wystudzenie go, a następnie dodanie mleka, lodu czy cukru. Ostatnio jednak bardzo popularny stał się również inny sposób przyrządzania kawy na zimno, czyli cold brew. Postanowiłam sprawdzić, o co w tym chodzi.

Cold brew to kawa „parzona” na zimno. Zmielone ziarna nie są poddawane działaniu wysokiej temperatury.  Zostają zalane zimną wodą i pozostawione w niej na około 12 godzin, dzięki czemu napój zyskuje niepowtarzalny smak, zupełnie odmienny od kawy przygotowywanej w tradycyjny sposób. Ale po kolei – jak się za to zabrać?

Najlepsza jest do tego świeżo palona kawa dobrej jakości. Drobno mielona kawa ze sklepu niestety się nie nadaje – do przygotowania cold brew kawa powinno być grubo lub średnio zmielona. Wsypujemy ją naczynia (najlepiej szklanego, ale nada się również plastikowe) i zalewamy lodowatą wodą. Na 100 ml wody potrzeba 5 g kawy. Następnie mieszamy i odstawiamy na 12 godzin. Po upływie tego czasu kawę należy przefiltrować. Można do tego użyć zwykłego papierowego filtra lub gazy. I gotowe! Do cold brew możemy dodać lodu, cukru lub eksperymentować z różnymi rodzajami mleka. Dla maksymalnego orzeźwienia warto dodać do niej mięty i limonki.

Smak cold brew na pewno Was zaskoczy. Jest zupełnie pozbawiony kwasowości, delikatny i orzeźwiający. Co ciekawe, tak zaparzoną kawę możemy przechowywać nawet kilka dni bez uszczerbku na jej aromacie. Idealnie! Coś czuję, że będzie to moja ulubiona kawa tego lata ;)

♥ Mili

Oreo tu, Oreo tam – Oreo Frappe

Ufff, gorąco! Ale uwielbiam takie weekendy! Wysokie temperatury to świetna wymówka, żeby poleżeć na hamaku pod drzewem troszkę dłużej, niż się zakładało ;) Obowiązkowym elementem dnia jest też kawa, a w takie dni jak dziś musi być bardzo zimna. Przygotowałam więc dla Was kolejny przepis, trochę bardziej deserowy, ale nie tak słodki jakby mogło się wydawać. Frappe z dodatkiem ciasteczek Oreo jest przepyszna! Nie powala na kolana swoją słodkością, co dla mnie jest akurat zaletą, bo nie przepadam za zbyt słodkimi kawami (łakomczuchom radzę więc ją odrobinę dosłodzić;). Zresztą co ja tu będę się rozpisywać… Po prostu musicie jej spróbować, bo jest przesmaczna i ultraszybka w przygotowaniu.

Potrzebne składniki (na 2 szklanki):

2,5 szklanki zimnego mleka

2 łyżki kawy rozpuszczalnej

6 ciasteczek Oreo

2 łyżki serka mascarpone

kostki lodu z malinami

Przygotowanie:

Wszystkie składniki blendujemy razem na gładki napój. Przelewamy do szklanki i dorzucamy malinowe kostki lodu. Dekorujemy ciastkami Oreo. Gotowe!

♥ Mili

Orzeźwiająca kawa mrożona z syropem miętowo-ogórkowym

Ufff… Czerwiec zdaje się od samego początku rekompensować nam majowe chłody i to ze zdwojoną siłą! Jest bajecznie ciepło i jedyne na co mam ochotę to drzemki w ogrodzie przerywane odrobiną orzeźwienia w postaci mrożonej kawy. Właśnie popełniłam przepyszny syrop o intrygującym połączeniu smaku mięty i ogórka. Może się zdziwicie, ale idealnie pasuje do serwowanej na zimno kawy i sprawia, że jest bardziej orzeźwiająca i cudownie gasi pragnienie. Koniecznie spróbujcie!

Potrzebne składniki:

1 szklanka cukru

1 szklanka wody

1 świeży ogórek średniej wielkości

1/2 szklanki poszatkowanych listków świeżej mięty

Przygotowanie:

Zagotuj wodę z cukrem. Gotuj przez chwilę, aż cukier całkowicie się rozpuści, następnie zdejmij z palnika. Dodaj starty na tarce ogórek oraz listki mięty. Odstaw na  ok. godzinę. Po tym czasie odcedź syrop przez gęste sitko i przelej do pojemniczka. Przechowuj w lodówce.

Teraz wystarczy już tylko wlać schłodzony syrop na dno szklanki. Następnie dorzucić sporą ilość kostek lodu, na nie wlać zimne mleko, a na końcu przygotowaną wcześniej mocną kawę lub shot espresso. Przed wypiciem należy oczywiście wszystko wymieszać ;)

Długi weekend to idealna okazja, żeby trochę poeksperymentować. Jeżeli więc nigdzie nie wyjechaliście, a Waszym azylem jest własny ogród lub balkon, to koniecznie wypróbujcie ten przepis! Miłego wypoczynku ;)

♥ Mili

Mini tarty z malinami i białą czekoladą

Przyszła pora na kolejną odsłonę moich malinowych wyczynów! Tym razem coś bardzo prostego, co nawet nie wymaga użycia piekarnika (bo kto w te upały włącza tę bestię?!). Kocham połączenie malin i czekolady, więc ten deser to mój faworyt. Może nie jest najbardziej dietetyczny (może w ogóle;), ale przecież sezon na maliny trzeba dobrze wykorzystać…

Potrzebne składniki:

200 g herbatników

100 g masła

250 g serka mascarpone

100 g białej czekolady

maliny (nie mam pojęcia ile, ale jeden sklepowy koszyczek wystarczy)

Przygotowanie:

W rondelku roztapiamy masło i odstawiamy do wystygnięcia. Herbatniki kruszymy na bardzo drobne kawałki, najlepiej przy użyciu malaksera lub innej maszynki. Do pokruszonych herbatników dolewamy roztopione masło. Całość powinna mieć konsystencję mokrego piasku. Tak przygotowaną masę wsypujemy do foremek (lub jednej większej formy) na tarty i dokładnie wylepiamy spód oraz brzegi. Tak przygotowane spody wkładamy do lodówki i zabieramy się za krem.

Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (w misce nad parującą wodą). Pozostawiamy do ostygnięcia i miksujemy razem z serkiem mascarpone. Ważne, aby oba składniki miały podobną temperaturę, bo jeżeli do zimnego serka dodamy ciepłą czekoladę krem może się zważyć.

Wyciągamy spody z lodówki, powinny być już wystarczająco twarde. Na wierzch dodajemy krem, a na kremie układamy maliny. Całość posypujemy cukrem pudrem.

I gotowe!

Smacznego!

♥ Mili